To blog gdzie dzielę się z wami wszelką twórczością wykonaną własnoręcznie. Zapraszam :)
niedziela, 27 marca 2016
Wielkanocnie
poniedziałek, 21 marca 2016
Zamiast robótkować włóczę się
poniedziałek, 22 lutego 2016
Opowieść o jajku które spotkało cytrynę
Witajcie!
Co miesiąc nasze blogi wypełniają prace w jakimś konkretnym kolorze. Wszystko za sprawą naszej Danusi i Cyklicznych Kolorów. Tym razem zadanym kolorem jest cytrynowy. Do wyboru mamy trzy warianty i mimo, że od początku brałam za pewniaka połączenie żółto-czarne czas zweryfikował mój wybór. Wszystko co brałam pod uwagę było czaso- i praco- chłonne więc gdy luty obrał kurs ku końcowi uznałam, że lepiej będzie odpuścić i wybrać łatwiejszy wariant żółto-różowy. Dlaczego łatwiejszy? Ten wariant jest doskonały na kartkę wielkanocną którą mogłam zrobić przez weekend.
Moja kartka jest w formie jajka i jest rozkładana- łączenie jest na jednym z boków jajka. Na baze nakleiłam papier galerii Rae "Przyszła wiosna - W trzepocie motylich skrzydeł" . Jest to jeden z niewielu żółtych papierów w moich zbiorach- nie jest to kolor z którym lubię pracować. Po raz kolejny widzę jaki to błąd ograniczać się tylko do kolorów które lubię. W końcu nadchodzi czas gdy jest potrzebny taki arkusz a ja w panikę bo nie mam... Na szczęście tym razem był happy end. Ale wróćmy do kartki. Wymyśliłam, że żółtą część zapewni papier a różową część kompozycja kwiatowa. Na żółtym arkuszu z motylkami narysowałam jajko od szablonu-samoróby. Wybrałam taki fragment, by po przeciwnej stronie przyszłej kompozycji znajdowały się motylki. Jako że ciężko jest ładnie wyciąć taki nieprzyjazny kształt, krawędzie nie były idelanie gładkie. Postrzępiłam zarówno kolorowe jajko jak i bazę- nie jestem przekonana co do tego "ozdobienia" ale ciągle wydawało mi się, że te nierówności są widoczne... W niedziele wzięłam się za quilling. Kompozycję miałam mniej więcej zaplanowaną. Centralny kwiatek zrobiony jest na szpilkach- husking quilling, boczne natomiast to zwykłe proste kwiatki ze zgniecionych krążków. Użyłam trzech kolorów różowego by było ciekawiej. Do tego listki w pastelowym odcieniu zielonego oraz jasno różowe pręciki. Pręciki zdobią też środek centralnego kwiatka- są niby złote ale to w sumie żółty. Całość wieńczy napis w kształcie chorągiewki których brzegi lekko potuszowałam. I tyle, nie jest to praca jaką chciałam zaprezentować (wolę bardziej ambitne projekty) ale chciałam zrobić jakąś pracę jak co miesiąc a kartki to dobry wybór gdy czas się kurczy. Zdjęcia nie powalają ale o 16 po powrocie z pracy o lepszych nie było mowy.
Smak cytrynowy bardzo lubię, lubię zarówno cytrynowe wypieki jak i cukierki o smaku cytrusów. Latem uwielbiam pić wodę z sokiem cytrynowym i miętą. Herbaty z cytryną nie lubię za bardzo- wolę bez żadnych dodatków chyba że bierze mnie jakieś przeziębienie- wtedy robię mikstury na bazie herbaty, cytryny, miodu i imbiru. W szafie baaardzo trudno znaleźć u mnie ciuchy w tym kolorze, może postawmy sprawę jasno u mnie ciężko jest znaleźć ciuchy w większości kolorów bo nie lubię ubierać się jak tęcza. W naturze jest bardzo fajnym kolorem ale nie na mnie. W domu też nie posiadam sprzętów, akcesoriów i ozdób w tym kolorze bo do niczego u mnie nie pasują.
To chyba wszystko co powinnam napisać, najwyżej szefowa upomni mnie o jakiś punkt o którym zapomniałam. Od razu proszę o litość bo nie mam już siły wszystkiego sprawdzać, powieki same mi lecą. Wstawanie o 5 nie jest czymś co mój organizm dobrze znosi, ja z tych co bardzo lubią spać. Pozostaje mi podziękować za to że wciąż jesteście i życzyć wam dobrego tygodnia. Do usłyszenia, buziaki :))
sobota, 6 lutego 2016
Czarno- czerwony świecznik w nieco mrocznym stylu
Po uporaniu się z tygodniowymi zaległościami w domu i nie tylko znalazłam chwilę na krótkiego posta. Dziś będzie o świeczniku dla Beatki oraz innych różnościach które posłałam Jej w nagrodę za wygrane candy. Nie wszystko sfotografowałam więc zdjęcie całości prezentu pożyczę od Beatki. Paczkę pakowałam w sporym pośpiechu by zdążyć jeszcze na pocztę- wieczorem nie miałam jak spakować paczki a po powrocie z pracy zostało niewiele czasu stąd te braki.
Miśka już widziałyście bo był jednocześnie styczniową pracą na CK, przyszedł więc czas na drugi prezent który Beata sobie wybrała. Był nim świecznik wg swojego pomysłu. Beata wymyśliła świecznik z gwiazdami. Nie wiedziałąm jak ugryźć temat gwiazd, myślałam, myślałam i wymyśliłam po prostu świecznik gwiazdę. Jako że ulubionymi kolorami Beatki są czarny i czerwony wybrałam właśnie taką kombinację. Najpierw zrobiłam szkielet gwiazdy. Środek wycięłam żeby wsadzić tam miseczkę pod podgrzewacz (według pomysłu naszej Ilonki). Mogłam ją przykleić na szkielet ale wtedy byłaby za wysoko. Puste romby zaczęłam wypełniać elementami zrobionymi na grzebieniu do quillingu, zawijaskami itp. Najpierw na sucho ułożyłam jeden taki romb i zrobiłam zdjęcie (by w razie problemu z ułożeniem móc spojrzeć czy na pewno tak miało być) a następnie zaczęłam przyklejać. Gdy pierwszy romb był gotowy poszło z górki- już wiedziałam jakie kształty zrobić, z ilu pasków, jakiej wielkości. Środek dalej był jakiś pusty dlatego dorobiłam 6 kwiatków i przykleiłam je w miejscu łączeń rombów. Beatka robi wspaniałe medaliony które szalenie mi się podobają, pomyślalam że taki świecznik będzie miał "w sobie" coś z tych medalionów. Dodatkiem do paczki były serwetki których miałam więcej sztuk, trochę papieru do kartek oraz pare ukręconych dodatków do kartek. Było też coś słodkiego- oczywiście kokosowego :)
Ze świecznika jestem zadowolona (nie zawsze mi się to zdarza)- jest to także "mój styl" i nawet myślałam czy nie zrobić sobie czegoś w ten deseń ale to plany na bliższą lub dalszą przyszłość jak znajdę czas. Czasem czuję jakby życie toczyło się obok mnie bo na nic nie mam czasu a jak mam to marzę o łóżku ehhh. Żeby jednak nie smęcić po prostu podziękuję jak zawsze za Wasze miłe słowa i aktywność u mnie, życzę Wam miłej niedzieli. Buziaki :))
niedziela, 31 stycznia 2016
Męski album dla przyjaciółki, taki paradoks.
Cześć, siema!
Zupełnie nieoczekiwanie wpadam szybciej niż zamierzałam i w dodatku nie z tą pracą która miała być planowo następna do pokazania. Zmiana ta była podyktowana faktem, że Kasia- przyjaciółka pochwaliła się nim na facebooku więc i ja opublikuję go już teraz. Album jest prezentem urodzinowym. Miałyśmy nasze małe spotkanko dwa tygodnie temu lecz wtedy nie był gotowy. W dniu urodzin trwał u mnie ciężki tydzień a z kolei w weekend Ona nie mogła się spotkać dlatego dostała go dopiero wczoraj. Ostatnie prace wykończeniowe były robione przed spotkaniem więc wszystko robiłam w sporym pośpiechu i lekkim stresie (jak to ja, zawsze na ostatnią chwilę- kiedyś mnie to zgubi...)
Album poświęcony został imprezie masowej o nazwie Master Truck której tematyką są ciężarówki. Moja przyjaciółka jest ich fanką- zresztą jak może część pamięta robiłam dla Niej już ramkę ciężarową. Na owej imprezie byłyśmy razem w zeszłe lato. Zrobiłam tam masę zdjęć i teraz nadszedł czas na ich wykorzystanie. Miałam różne pomysły ale w końcu padło na album. Okazją okazała się promocja w Eco-deco gdzie zakupiłam bazy do albumów, tekturki (w tym ciężarówkę) oraz pudełka do decoupage. Wymyśliłam sobie, że na okładce zrobię banner z nazwą imprezy- grafika ściągnięta ze strony imprezy. Ozdób miało być mało, zdecydowałam się tylko na tekturkę-ciężarówkę. Ozdobiłam ją serwetką od Ani, dodałam kontury oraz pomalowałam koła a następnie pokryłam lakierem. Okładki zdobi papier z galerii Rae- Wiek Pary. Był to najodpowiedniejszy moim zdaniem papier z całych moich zbiorów- najczęściej są to papiery kolorowe, ślubne, dla dzieci itp. Papierów dobrych do zrobienia czegoś w bardziej męskim stylu jak na lekarstwo o co mogę mieć pretensję tylko do siebie. Zawsze decyduje się na takie z którymi często pracuję pomijając te które mogłyby się przydać ale jeszcze się nie zdarzyło by były potrzebne- no i masz potem babo placek są później potrzebne a ja ich nie mam :D Środek okładek zdobi inny arkusz tej samej kolekcji- zrobiłam na nich kieszonki z przeznaczeniem na bilety i opaski (liczba mnoga zaraz zostanie wyjaśniona). Na karty początkowo nie miałam pomysłu- jak ozdobić album ciężarówkowy bez papierów ozdobnych?! Nie chciałam miluśkiego albumiku na słodkie zdjęcia tylko albumu na fotki ciężarówek z którymi kojarzy mi się kurz, błoto, smar, wycieki płynów, ślady opon itp. Wtedy mnie olśniło- pryskanie i chlapanie. Tylko czym skoro nie mam specjalnych mediów typowych do takich prac. Stanęło na czarnej farbie akrylowej, mocnej kawie rozpuszczalnej oraz tuszu brzegowym na brzegi kart i okładek. Chlapnięcia i rozbryzgi zrobiłam pędzlem i tym "dziwnym pędzelkiem" stosowanym kiedyś przy pryskaniu quillingowych storczyków. Do tego kapnięcia kawą, gdzieniegdzie zrobiłam też kółka umoczonym spodem filiżanki- niby kierowca postawił kubek kawy ze stacji benzynowej na albumie. Ze śladami opon miałam kłopot- jak je zrobić jak nie mam czym. Z pomocą przyszli mi moi mali koledzy z zaprzyjaźnionej rodziny. Pożyczyli mi kółka do pojazdów z serii LEGO które mogłam zamoczyć w tuszu lub farbie i przejechać po kartach. Teksty napisane są na tablicach rejestracyjnych- mój pomysł na chmurki tematyczne. Wzór tablicy ściągnięty z sieci i obrobiony w gimpie- wydłużyłam, poprawiłam niektóre mankamenty, na dole dodałam loga znanych ciężarówek no i finalnie wypisywałam teksty. Może jest tego za dużo- nie robiłam takich prac do tej pory, albumów zresztą też więc ciężko powiedzieć czy zdjęcia przykleiłam w ciekawy sposób i jak bardzo przesadziłam ze wszystkim. Miał być brudny i jest a przyjaciółce bardzo się podoba więc i ja jestem zadowolona. Zagospodarowałam 4 karty a pustych zostało 5. Czemu tak? Otóż moja przyjaciółka ma aspiracje wybrać się na tegoroczny zlot a ja chciałam, by mogła dodać do albumu relacje z kolejnego zlotu. Będzie mogła to zrobić sama lub zlecić to mnie.
Co ciekawe na naszej małej imprezie urodzinowej dostrzegłam bilet i opaskę przyjaciółki z zeszłorocznego zlotu- miała wsadzić je sama do albumu po otrzymaniu go ale widząc je zaplanowałam rabunek. Gdy tylko nadarzyła się możliwość w pełnej konspiracji z inną koleżanką świsnęłam je o.O Dziewczyna dowiedziała się wczoraj gdy jej to powiedziałam i była w totalnym ale pozytywnym szoku :D Nie znaczy to, że trzeba się obawiać moich wizyt hahaha. Normalnie nie okradam znajomych. Wróć... obcych też nie hahaha.
Na dziś to koniec mojej pisaniny, trzeba się psychicznie przygotować i wyspać przed kolejnym tygodniem. Mam nadzieję że u Was wszystko dobrze i cieszycie się zdrowiem. Dziękuję za wspaniałe komentarze pod miśkiem astronautą- były dla mnie lekiem na stresy i smutki ;) Buziaki wielgachne, dobrego tygodnia :))
środa, 27 stycznia 2016
Biała praca nie z tej ziemi
Witajcie kochani!
Jak to zwykle u mnie bywa zjawiam się na koniec miesiąca z pracą na nasze Cykliczne Kolorki u Danusi. Moja praca była jednocześnie prezentem dla Beatki znanej jako Ranya. Dawno temu ogłosiłam candy urodzinowe i Beata wygrała tą zabawę. Całość prezentu będzie następnym razem, dziś tylko biało-szara część.
Beata dała mi bojowe zadanie- wysłać miśka w kosmos o.O Tego w kinach jeszcze nie grali więc trzymajcie się siedzeń hahaha, odlot murowany! No więc za sprawą Beatki wymyśliłam scenkę rodem z księżyca hahah. Jako że o księżycu mamy biało-szaro-świecące skojarzenia a rakiety i skafandry kosmonautów zwykle bywają białe był to przy okazji mój pomysł na pracę styczniową. Miśka miałam zaczętego wcześniej ale nie zmieniało to faktu, że pasował do pracy biało- szarej. Jedynie brzuch i inne akcenty zrobiłabym bardziej szare niż beżowe ale to nic. Jak zaplanowałam tak zrobiłam- czasem mam tak, że moje plany biorą w łeb i w trakcie robienia coś zmieniam lub wymyślam całkiem inną koncepcję. Tu zrobiłam wszystko według wizji w głowie. Miś na księżyc musiał się czymś dostać więc powstał statek kosmiczny- to dwa stożki z takiej samej ilości pasków z tą różnicą, że dolny stożek spłaszczyłam na końcu by zainstalować tam silnik odrzutowy. Dorobiłam boczne skrzydła robiące też za nóżki do postawienia rakiety. Łączenie stożków zamaskowałam paskiem który ozdobiłam perełkami w płynie. Potem powstało okno co by misiek widział gdzie leci, właz i schodki. Po wylądowaniu na księżycu miś oczywiście musiał zbadać teren. Zrobiony jest na płycie cd z której zmazałam wszystko tak by była przezroczysta a następnie pomalowałam białą farbą akrylową. Przykleiłam do niej krążki zrobione z szarych i białych pasków w stosunku 50:50 choć może tego nie widać- przykładowo robiąc krążek z 12 pasków skleiłam ze sobą 6 pasków białych i 6 siwych a następnie razem je zwinęłam w krążek. O to mi w sumie chodziło bo chciałam zachować proporcje koloru w pracy ale biały misiek i biała rakieta na białej powierzchni wyglądałyby razem słabo. A tak górę wziął siwy i misiek się bardziej wyróżnia. Krążki robiłam w różnych rozmiarach, jedne uwypuklałam, z innych robiłam kratery i tak do zapełnienia całej powierzchni płyty. Szczeliny wypełniłam klejem i obsypałam mikro-kuleczkami, pył księżycowy musi być no nie :D Misiek to sprytna bestia i znalazł dowód na istnienie cywilizacji pozaziemskiej. Mój kosmita przypomina trochę małego shreka ale podoba mi się, jest uśmiechnięty bo misiek przybył w pokojowych zamiarach :) Jeśli zastanawiacie się jak tak duży misiek zmieścił się w małej rakiecie to musicie wiedzieć, że dostał nowy sprzęt- zmniejszacz hahah. Zmiejszył się na ziemi przed startem a po wylądowaniu na księżycu i zejściu przywrócił się do normalnych rozmiarów- większa rakieta przytłoczyłaby miśka a to on jest głównym bohaterem. Miałam też pomysł by miśka głowę chronił hełm ale wtedy jego łepetyna wyglądała topornie i niefajnie- pomyliłam się, to jedyne czego nie wykonałam z mojego początkowego założenia. Miałam ubaw robiąc tą pracę co było fajną odskocznią od dni w pracy. Przyjemność tym większa, że miś został zrobiony dla kogoś :) mam nadzieję że Beatce się spodobał.
Stosunek do białego i do kokosu. Białego raczej nie lubię- jest przeciwieństwem czarnego który uwielbiam więc trudno się dziwić. Białych ubrań nie noszę chyba że są to domieszki do czarnego. Białej bielizny nie posiadam- wszystko czarne. Skarpetki podobnie- czarne, szare, granatowe z ewentualnymi domieszkami kolorów. Wiadomo że w domu się kolor przewija w sprzętach, firanach itp. Smak kokosowy uwielbiam- rafaello, bounty, czekolady kokosowe, płatki kokosa w musli itp. Ogólnie jeden z ulubionych smaków.
Trochę popisałam, mam nadzieję że jakoś przebrnęłyście. Tak mi brakowało pisaniny, że wyszła taka powieść. W sumie miałam w planach opublikować wcześniej coś ze staroci których jeszcze nie pokazałam ale jakoś nie pykło. Nasza żabcia płci żeńskiej niestety znów ode mnie nic nie dostanie :/ za to Stefan wkrótce nam pęknie :D
Na zakończenie wszystkim dziękuję za odwiedziny i komentarze- tylko dzięki Wam jeszcze to prowadzę, cieszę się że otaczają mnie tak wspaniałe osoby. Do usłysznenia, buziaki :)
