czwartek, 11 września 2014

Trochę o naturze i coś jeszcze

Witajcie kochani :) Dziś długo i nierobótkowo. Dlaczego? Bo nie mam nic do pokazania, lenie się strasznie, projekty rozgrzebane a mi wena znikła... Zmęczenie? Jesień za oknem pod koniec lata? Brak czasu? Na te pytania nie potrafię odpowiedzieć a tymczasem terminy pewnych wydarzeń coraz bliżej. Ehhh :/ Czerwona praca na zabawę u Danutki tylko w myślach a 1/3 miesiąca za nami... Mam nadzieję, że mimo wszystko dam radę coś zrobić. Może październik zaczyna gdzieś z tyłu głowy przypominać o sobie. Choć ta niechciana i nielubiana data jeszcze dosyć daleko, czasem zaczynałam tracić wszelkie powody do radości i chęci do czegokolwiek wcześniej... Ale marudzenie jeszcze usłyszycie więc zakończe te dzisiejsze w tych słowach, booooo jest się z czego cieszyć.
Nie tak dawno wstawiałam tutaj swoje prace z przeznaczeniem na wyzwania. Moje lody z TEGO posta były skierowane do dwóch wyzwań i z ogromną radością i dumą chwalę się, że oba wyzwania wygrały właśnie moje lody! Te uczucie w sekundzie, gdy czyta się słowa przekazujące, że ze wszystkich prac to moja była tą najlepszą- bezcenne. Serce w piersi chciało przedrzeć się przez żebra na wolność haha :)) Nie wiem czy wszyscy tak reagują i czy z czasem to mija (mam nadzieję że nie) ale czuję wtedy, że żyję. Nawiasem mówiąc dziękuję za wszystkie Wasze słowa zapewniające mnie o świetności tej pracy i wysokich szansach na wygraną, były dla mnie równie miłe co sama wygrana.
Nagrodami w tych wyzwaniach były: paczka papierków do kartek z Przydasiowa oraz bon o wartości 40zł do wydania w sklepie Enitan- akcesoria do quillingu itp. Karteczki przyszły pierwsze, bo i roztrzygnięcie było szybciej niż na blogu sklepu Enitan. Nie pisałam jednak o tym czekając na lepszą chwilę a być może na korzystny werdykt z drugiego wyzwania. Tak też się stało i od razu po zgarnięciu "bonu" złożyłam zamówienie. Korzystając z okazji zamówiłam za większą kwotę, by płacić raz za przesyłkę. Tym razem wybrałam "ciekawsze" paseczki: metaliczne/perłowe, grubsze i dłuższe, cieniowane. Dobrałam też 3 paczki 2mm białych pasków z myślą, że białe i równe paski na pewno przydadzą się- jak nie do kwiatków to do świątecznych gwiazdek/ozdób na choinkę (myślenie o świętach których się nie lubi we wrześniu... sic) oraz opakowanie dystansu- czasem przydałoby się zrobić kartkę a z tego co widziałam jest to przydatna rzecz
Wygrana z Przydasiowa- zestaw letnich papierów do tworzenia kartek. Jest ich 32 sztuki- 8 wzorów po 4 sztuki. Są bardzo ładne, dziękuję
Paski kupione częściowo za bon-nagrodę, dziękuję
Paski 42 i 50cm
Paski cieniowane i metaliczne/perłowe oraz zwykłe białe
tak wyglądają te metaliczne w słońcu i bez- pięknie błyszczą
Dystans
Za tło robiły mi orzechy laskowe z własnego drzewa. Na tej tacy suszyły się w ostatnich, ciepłych dniach. W tym roku ładnie obrodziła moja leszczyna. Wiąże się z nią również ciekawostka. To drzewo posadziłam własnoręcznie jak byłam dzieckiem. Blisko mnie rosła inna leszczyna i szukając tam orzechów znalazłam jednego kiełkującego i przeniosłam do siebie- miałam wtedy manie sadzenia roślinek w swoim mini ogródku. Dziś drzewo jest wielkie, gubi mnóstwo liści na jesień i pyli wiosną ale daje też pyszne orzechy.
Teraz element przyrodniczy. Wiecie, że jest ze mnie wielki miłośnik przyrody (oczywiście od wszystkiego są odstępstwa, takie pająki strasznie mnie wkurzają na moich spacerach bo dostaje przez nie dreszczy...) W weekend była u mnie świetna pogoda, więc latałam za ważkami ale zdjęcia z tego wypadu innym razem. Zaczęłam od ważek bo poniekąd obie historie łączą się ze sobą. Wracając do domu z ważek w niedzielę spostrzegłam, że na moim podwórku stoi karton a w środku 5 małych jeży. Brak im matki, leżą biedne zwinięte w kłębek i śpią. Mieszkam w wielorodzinnym budynku ale jako jedyni mamy własne podwórko. Myśle sobie karton nie nasz więc ktoś nam je podrzucił i co ja mam z nimi zrobić... Pytam mamy co one robią u nas i dostałam przykrą odpowiedz. Zostały znalezione niedaleko drogi przez mojego kuzyna, ich matkę potrącił samochód. Nie widziałam jej więc nie wiem jak bardzo cierpiała, może to lepiej. Najpierw znaleźli 3 a potem okazało się, że jest ich 6 (jeśli czytacie uważnie zadajecie sobie pytanie "przecież w kartonie zobaczyła 5" ale o tym będzie dalej) Włożyli je do kartonu, nasypali liści i dali coś jeść choć nie wiedzieli co dokładnie im dać. Dostały jabłko i mleko i zostały przyniesione do mnie, bo wokół nich zrobił się szum i dzieciaki zamęczyłyby je (i zrobiły sobie krzywdę przy okazji- w końcu to nie zwierzaki do głaskania) Myśle, że moje zamiłowania też były w tym wypadku plusem. W ruch ruszył internet jak im pomóc. Wyczytałam, że mleka krowiego nie tolerują dobrze więc już nie dostały go ode mnie. Podstawą do wyboru pożywienia była ich waga. Tak więc wzięłam dwa oseski i zważyłam je. Porównałam z tabelką. Wyszło że to 3-4 tygodniowe jeżątka i przestawiają się wtedy z mleka na pokarm stały. Dzięki Bogu, bo mleko które się nadaje jest drogie i do zamówienia przez internet a głodne maluchy musiały dostać coś od razu. Przyszła jedna z osób zaangażowanych w ratunek i okazało się, że jeżów było 6. w zamieszaniu nie zakleili otworów w kartonie i jeden nawiał. Na szczęście znalazłam go metr od kartonu- spał na piasku. Dołączył do rodzeństwa. Jadły dalej te jabłka i wyczytałam, że świerszcze się nadadzą i surowe mięso. Wcinały z apetytem więc było ok. Tylko co z nimi zrobić. Na wolności nie dałyby sobie rady, bo wg strony którą się posiłkowałam były o wiele za małe na przeżycie jesieni i zimy w naturze. Szukałam gdzie najbliżej można znaleźć im pomoć i stanęło na EKOSTRAŻy we Wrocławiu albo tamtejszym ZOO. Próby dzwonienia spaliły z racji niedzieli, wysłałam więc maila do EKOSTRAŻy i zaplanowałam telefony do obu miejsc w poniedziałek rano razem z żoną kuzyna. Na maila dostałam odpowiedz jeszcze w niedzięlę ale było późno na dzwonienie. Rano żona kuzyna załatwiła w EKOSTRAŻy, że je przyjmą. Dostarczone zostały do nich i mam nadzieję, że będzie im tam dobrze i wiosną zdrowe osboniki zostaną wypuszczone na wolność- tak w organizacji twierdzili. Jeże są pod ścisłą ochroną gatunkową i są bardzo pożyteczne. Niestety na skutek działalności człowieka muszą radzić sobie wśród nas najlepiej jak potrafią. W okresie letnim ginie wiele samic , które po porodzie musząc wykarmić młode wypuszczają się o wiele częściej na żer. Giną wtedy pod kołami samochodów a w związku z nocnym trybem życia ginie ich jeszcze więcej... Są też ofiarami poparzeń przez wypalanie traw i stert liści, czy koszenia wysokich traw np kosami czy kosiarkami żyłkowymi... W tym okresie warto uważać w ogrodach podczas porządków oraz na drogach!
Tu buszowały po kartonie między drzemkami
A tu zwinięte w kulki i przytulone śpią.
Akupunktura? Dzikich zwierząt nie powinno się dotykać jeśli nie jest to konieczne. Osoby którym przyszłoby na myśl, że niepotrzebnie biorę zwierzę w ręce od razu mówię- żeby dowiedzieć się jaki ma wiek musiałam go zważyć a zdjęcie zrobiłam przy okazji, bo spodobała mi się minka
Dziękuję EKOSTRAŻy za przyjęcie ich pod opiekę i zaangażowanie w ratowanie tych ciekawych zwierząt jak również innych przedstawicieli fauny będących w potrzebie.

Dołączam też kilka fotek z Wrocławia do którego wybrałam się pewnej niedzieli z przyjaciółką. Niestety pogoda nie dopisała, było ładnie gdy chodziłyśmy za szmatami a na wycieczki po mieście pogoda się popsuła... Ulewę przeczekałyśmy w centrum handlowym a potem w deszczu odwiedziłyśmy Ostrów Tumski, znalazłyśmy jednego krasnala i uciekałyśmy przed kolejną ulewą do auta. Miałyśmy większe plany, miało być więcej zdjęć ale wyszło jak wyszło.
Wiem, że moim zwyczejem napisałam strasznie długiego posta i powinnam być szczęśliwa jeśli choć jedna osoba doczyta do końca te tysiące literek ale inaczej nie potrafię. Miały być jeszcze ważki ale wtedy dopiero byłaby masakra. Wiem, że nie jestem jedyna i to jest pocieszająca informacja hahah :) Dziękuję, że tu zaglądacie i wspieracie mnie dobrym słowem- chyba nie muszę pisać jakie to ważne dla mnie, bo każda/każdy z Was wie z doświadczenia jakie to potrzebne i miłe. Mam nadzieję, że niebawem przyjdę do Was z jakąś ciekawą pracą. Pozdrawiam serdecznie i ciepło :)) Ps. Wybaczcie wszelkie błędy i literówki jakie mogły się zdarzyć, jestem już śpiąca i ledwo kończę tego posta. Zmykam spać, branoc

niedziela, 31 sierpnia 2014

Pozdrowienia z wakacji

Witajcie kochani :) Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa jakie u mnie zostawiacie. Jesteście kochani! Przyjemnie jest przeczytać coś miłego na dzień dobry- człowiek od razu ma lepszy humor :) Tym bardziej przykro mi pisać, że w związku z ostatnimi problemami bloggera (kiedy to nie pokazywała się lista nowych postów) nie mogłam trafić do wszytkich i zostawić Wam komentarzy do nowych prac. To frustrujące ale już jest lepiej, posty wyświetlają się normalnie (zazwyczaj). Trudno jednak nadrobić te kilka dni, produkujecie swoje wspaniałości w zabójczym tempie a długość doby stoi w miejscu... Postaram się być teraz na bieżąco a posty sprzed kilku dni odwiedzać jak mi czas pozwoli. Na pewno też odwiedze kolejne wątki o czarnulkach u Danutki, by wywiązywać się z 6 pkt. :) Ostatnio trochę się leniłam, czekam z nowymi pomysłami na kolor wrześniowy- nie chciałabym odkładać tego na ostatni moment a "wchodzenie" w nową robótkę na 2 dni przed nowym kolorem nie było dobrym pomysłem.

Dziś chciałabym podzielić się z Wami wspomnieniami z wakacji ahaha. Taaa chciałoby się. Papierowa "Ja" była na bezludnej, tropikalnej wyspie. Prawdziwa "Ja" siedziała w domu i robiła tą papierową... Nie żebym tak bardzo marzyła o tropikalnych wyspach, w końcu tam upał gorszy niż był u nas a ja ciężko znoszę upały no i dżungla- to nie miejsce dla osób które niecierpią pająków. Są jednak plusy: czysta i ciepła woda, można znaleźć fajne skarby na brzegu, nawet nie myśle jakie fajne ważki tam latają- znając mnie, pewnie zamiast zażywać kąpieli latałabym z aparate za nimi :P no i sam fakt "bycia" gdzieś. Ale do rzeczy bo przynudzam...

Z tych moich rozważań wynikła ta oto wyspa. Pierwotnie baza miała być quillingowa ale to za dużo zwijania, klejenia, cięcia i papieru ogólnie by zrobić taki duży krążek. Zamiast tego użyłam kawałka kartonika oklejonego z obu stron piaskową tapetą. Dobra o tyle, że jest wytłaczana- dzięki temu fajnie imituje plażę. Kolejnym pierwotnym zamysłem był kocyk/ręcznik dla mojej "Ja". Stwierdziłam jednak, że skoro wyspę zastąpiłam czymś łatwiejszym to zrobię leżak zamiast płaskiego quillingowego koca. Na folii spożywczej przykleiłam końcami, blisko siebie kilkanaście pasków osnowy a następnie przekładałam naprzemiennie paski wątku. Po skończeniu zabezpieczyłam z jednej strony klejem i pozawijałam na warstwę klejową końcówki wątku i osnowy prócz kilku środkowych pasków wątku, bo na nich miałam jeszcze pracować. Dorobiłam oparcia rąk na pozostawionych paskach wątku i jak poprzednio końcówki poszły na strone klejową. Po wyschnięciu odkleiłam mój "materiał" i uforowałam kształt leżaka, Z jednej strony oparcia rąk dokleiłam do części "plecowej" i drugi raz posmarowałam klejem. Zostawiłam do wyschnięcia i tak powstał półprodukt siedziska. Na koniec skręciłam 4 nóżki z połówek szerokich pasków. Leżak był gotowy. Następnie zrobiłam palmę. Pień to pasek nakręcony jak papierowa wiklina. W środek wlałam sporo kleju i wsadziłam drut, by palma dobrze trzymała pion. Gdy trochę przeschło wygięłam w lekki łuk, by imitował prawdziwą palmę. Kolejne były liście robione na folii, którą posmarowałam klejem i na niego nakładałam postawowe elementy- oczka, kształtując tak by powstał kształt liścia. Zrobiłam w ten sposób 3 większe i 3 mniejsze liście a następnie nadałam im trochę wypukłego kształtu i skleiłam ze sobą. Do pnia przytwierdziłam je za pomocą kawałka drucika i zamaskowałam to miejsce kokosami. Całość dokleiłam do wyspy choć początkowo był z tym problem. Musiałam wbić od spodu 3 szpilki ściśle i bardzo blisko pnia tak, by na dole miał jakieś podparcie (stąd krzaczki przy pniu- musiałam jakoś to zamaskować). Dorobiłam jeszcze kilka muszelek i rozgwiazdę (która jest fioletowa na żywo i wygląda jak kwiatek hahah) oraz kraba, który akurat mi się podoba :) Przy brzegach dorobiłam wodę. Zrobiona jest klejem magic i długopisem żelowym, niebieskim. Pierwsza warstwa to klej, którym zrobiłam różne fale na wyspie i zostawiłam do całkowitego wyschnięcia. Gdy był przezroczysty pomalowałam tą warstwę żelkiem i przykryłam to drugą warstwą kleju. Takim sposobem mamy fajną imitację wody a dzięki drugiej warstwie wkład żelowy nie zostanie starty. Ostatnim krokiem było zrobienie mojej "Ja". Nie jest to moja 100%-owa podobizna- przede wszystkim mam długie włosy, trochę jaśniejsze i nie tak kręcone(raczej falujące) ale figurka wyglądała nieciekawie z takimi więc zrobiłam krótkie kędziorki. Nie lubie też kiecek haha. Moja "Ja" stylizowana jest na Hawajkę. Dodałam też okulary przeciwsłoneczne i kapelusz, by zakryć miejsca przyklejenia włosów :D W łapie drink- w końcu trzeba uzupełniać płyny hahaha. Różowe wypełnienie kieliszka zrobione tą samą metodą co woda.

Zdjęcia:

leżak

"Ja"

Palma, muszelki, krab

Moją wyspę zgłaszam na wyzwanie quillingowe "wariacje na temat lata" na blogu Quilling hobby (można zgłosić więcej niż jedną pracę)

Oraz na kolejny etap wyzwania na blogu sklepiku przydasiowoTu bylem, tam bylam

Tworzenie tego wakacyjnego zakątka sprawiło mi wielką przyjemność (pomijając przytwierdzanie palmy), wiele razy śmiałam się z efektu pracy i poprawiałam szybko innym razem końcowy efekt zaskakiwał mnie bardziej niż to co umyśliłam sobie w głowie. Nie mam pojęcia co z tym zrobię, muszę znaleźć jakieś miejsce niezbyt eksponowane. Nie chcę chować do szafy ale jednocześnie nie pasuje do wystroju mieszknia...

Zaskakująca ilość prac (jak na mnie) pojawiła się na blogu w tym miesiącu, sama nie wiem jak to się stało ale miałam w sobie sporo zapału do robótkowania. Możliwe, że powodem tego była kiepska pogoda przez którą rzadziej chodziłam na ważki. Wybaczcie mi kolejnego długigo posta, inaczej nie umiem choć część pewnie już się przyzwyczaiła a nawet pisze takie same wypracowania. Lubię przekazywać całą historię robótki a w kilku krótkich zdaniach nie wychodzi mi to jak widać:D Życzę Wam miłego dnia i przesyłam buziaki. Do usłyszenia niebawem :))

wtorek, 26 sierpnia 2014

Coś z papierowej wikliny i z życia wzięte

Cześć kochani. Po pierwsze muszę Wam podziękować za wspaniałe słowa o moich lodach, czytałam je z uśmiechem i radością, dziękuję kochani :)

Dziś mieszanka różności, bo element robótkowy to trochę mało na jedyny temat posta.

Teoretycznie nie miałam publikować tej próby zrobienia hmm trudno nazwać czego... Wygląda jak taca haha. Potrzebowałam "pojemnika" na szpargały w przydasiowej szafce. Dotychczas były w pokrywce od pudełka z ryzami papieru. Wzięłam to pudełko kiedyś z pracy ze względu na tę pokrywkę właśnie i pojemność. Nic innego nie mogłam znaleźć, co tak fajnie by pasowało w szafce. Wycięłam więc dwa kawałki kartonu o wielkości A4, dokleiłam do jednej rurki i na to nakleiłam drugi arkusz. Zostawiłam na kilka godzin pod obciążeniem i wyplotłam takie coś. Rurki z brzegów gazetek-reklamówek, niczym nie barwione, gdzieniegdzie widać kolory ale mniejsza z tym. Nic specjalnego, rogi to tragedia, wykończenie tragedia ale spełnia swoje zadanie. To moja 4 próba w papierowej wiklinie. Następną próbą będzie pudełko kwadratowe i mniejsze. Zrobię je pod warunkiem, że znajdę coś dobrego na formę bo to "coś" robiłam bez niczego (stąd krzywe rogi i ścianki haha). Zmienię też rozstaw rurek osnowy- teraz zrobiłam za szerokie odstępy. Wszelkie sugestie i wskazania błędów wskazane- przydatne przy nauce a ja na początku przygody z PW.

Będąc w biedronie znalazłam dziurkacze ozdobne. Kupiłam dwa komplety, miałam trochę gotówki do wydania na przydasie i akcesoria więc skorzystałam z okazji. Szkoda, że nie zrobili zestawu z samymi brzegowymi, bo te małe średnio mi się podobają.

Kupiłam też w budowlanym białą farbę akrylową, bo stara jest kijowa i nowy nożyk. Dacie wiarę, że w budowlanym zapłaciłam 1.5zł a u mnie w "namiastce" budowlanego kosztuje 3.5zł?... Nie żebym go tam szukała specjalnie, były przy kasie więc wzięłam. Do tego w Tesco znalazłam metalową linijkę 30cm, uwierzycie że w księgarni mieli tylko plastikowe a to czego szukałam znalazłam w supermarkecie? Dotychczas używałam plastikowej ale nie była wygodna- często się odkształcała przez co paski wychodziły niekiedy krzywo, co jakiś czas musiałam papierem ściernym prostować to co "zestrugałam" nożykiem, by była prosta a do tego kilka razy byłam bliska zrobienia sobie krzywdy, gdy ostrze "wjechało" na linijkę (widać to na zielonej linijce np między 11 a 16 centymetrem, przy tej najdłuższej skaleczyłam się nawet)

Dziś dostałam darmowy egzemplarz magazynu "Twórcze Inspiracje" od Coricamo. Zapisałam się w tamtejszym konkursie w celu promowania bloga. Za podanie adresu proponowali możliwość dostania materiałów promocyjnych. Gazetka ciekawa, jest tam garść inspiracji z kursami/wzorami. Mnie zainteresowały przede wszystkim strony o quillingu, zarówno z papieru jak i osikowych pasków. Bardzo ciekawe pomysły na biżuterię i ozdoby. Dodatkowo można przeczytać o hafcie koralikowym na krośnie, hafcie krzyżykowym i krzyżykowym dwustronnym, hafcie na kartkach, robótkach na drutach i szyciu. Między artykułami trochę informacji i reklam produktów oferowanych przez sklep. Myślę, że to fajny sposób reklamowania produktów a do tego można zainteresować się innymi techniki. Dziękuję za magazyn sponsorowi czyli Coricamo.pl

Będąc na tych zakupach trochę się rozerwałam ale już pod koniec była masakra. Dopadł mnie ból głowy a po powrocie nudności. Tabletka i dobranoc. Po co to piszę, bo pewnie znowu zarwę nockę i nadrobię u Was zaległości. Domyślam się, że moje nocne wizyty na Waszych blogach trochę Was zastanawiają lub przerażają. Taa normalne to to nie jest ale czasem tak mam, szczególnie dlatego, że najlepiej pracuje mi się w nocy...

Zapewne przeczytacie ten post rano/w dzień zatem życzę Wam kochani miłego dnia. Częściowo odwiedziłam Wasze blogi, nowsze posty w dzień lub w nocy. Czas na mnie. Ściskam gorąco :))

sobota, 23 sierpnia 2014

Zapraszam na lody :)

Hej hej. Zapewne zdziwicie się (przynajmniej Ci co długiej obserwują blog), że po 2 dniach publikuje kolejny post. Macie rację, to u mnie dziwne ;) Chce jednak zdążyć na wyzwania. Tematy letnie choć za oknem już prawie jesień. Pijąc kawę na dworze czuje się już ten schyłek lata, wszystko rozumiem- taka kolej rzeczy, no ale zmarznąć w sierpniu to jakieś chore jest... Głupie to lato było- tyle dni że upał nie dawał człowiekowi żyć a w sierpniu prawie od początku zimnica... No ale ja tu marudzę na coś, czego nikt nie zmieni a tu lody czekają :)

Zalety moich quillingowych lodów:
# Są niskokaloryczne (trudno określić czy papier i klej mają kalorie haha)
# nie zawierają cukru więc dietetyczne
# do wyboru kilkanaście kolorów prrrr smaków
# starczą na dłużej, gwarantuję że dzieci ich nie zjedzą :D
# nie topią się, więc nie poplamicie ubrań
# mimo że gałki a nie z maszyny to te też są porządnie zakręcone
# coś jeszcze się znajdzie ale na ten moment nie przychodzą mi kolejce plusy do głowy

Jest jednak jeden poważny minus- brak smaku :))) (nie żebym próbowała)

Podane zostały w quillingowym pucharku. Najpierw powstała czasza pucharka. Została ukształtowana na szklance- takiej jaką użyłam w storczyku. Elementy ukręcone z pasków 2mm szerokości. Jedynie nóżka zrobiona z grubszych pasków, by było szybciej i prościej- próbowałam z 2mm pasków ale po złączeniu kilku kółeczek nie podobał mi się wygląd. Do tego stopka z kilkunastu/kilkudziesięciu połączonych pasków 2mm w postaci trzech krążków różnej wielkości położonych od najmniejszego do największego. Dno czaszy w środku wzmocnione klejem by trzymała równy poziom. Zapomniałam zrobić zdjęcia gotowego pucharka bez ananasa, teraz jest przyklejony.

Gałki lodowe powstały z połączenia dwóch półkul ukształtowanych na szklanej kulce i zabezpieczonych w środku klejem, by się nie rozwaliły. "Smaki" to od góry: cytrynowy, waniliowy, truskawkowy, toffi, miętowy i czekoladowy

Owoce to: cytrusy, truskawki, czarna porzeczka, malina, jagody, wiśnie i plaster ananasa na brzegu pucharka. Niestety owoce nie mają plusów, przede wszystkim brak im witamin :)

Na końcu do gotowego deseru dodałam rurki "waflowe".

zdjęcia:

Moje lody zgłaszam na letnie wyzwanie quillingowe na blogu Quilling hobby

Oraz na lodowe wyzwanie na blogu sklepiku Przydasiowo

Na koniec trochę gadaniny. Otóż kolejny raz siadłam do papierowej wikliny. Jestem uparta jak osioł i ubzdurałam sobie, że zrobię sobie kosz i już. Podobają mi się takie kosze (szczególnie prostokątne/kwadratowe) i jak obserwuję Wasze piękne wytwory biorą mnie nerwy, że pokonują mnie jakieś rurki z gazet. Z próby na próbę wychodzi trochę lepiej. Próbuje na niemalowanych i różnokolorowych- w końcu po co się wysilać z tym, skoro wytwór i tak na końcu ginie zgnieciony w koszu. Cały czas próbowałam okrągłe i niestety dno to totalne dno, poprawa jest jednak w bokach- wychodzą nawet ładnie. Muszę w końcu spróbować na serio z prostokątnym. Technika spodobała mi się jeszcze zanim zaczęłam blogować a teraz co jakiś czas wracam do prób. Choćbym miała wyrzucić tuzin kolejnych  nauczę się i tyle!

Dziękuję kochani za odwiedziny i komentarze, pozdrawiam Was ciepło i serdecznie. Miłego dnia :)