poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Recenzja fotoksiążki od Saal-digital

Hej hej.

Dziś pojawiam się z nietypowym postem. Mianowicie będzie to recenzja fotoksiążki, którą miałam okazję testować w ramach akcji firmy Saal- digital 




Jak to się zaczęło.


Zapisałam się do programu około miesiąc temu. Trafiłam na tę akcję przypadkiem przez jedną z facebookowych grup "zdjęciowych" Po dwóch dniach od zgłoszenia zostałam przyjęta do testowania produktu. W ramach akcji po akceptacji regulaminu dostajemy kupon obniżający nasze zamówienie o 200zł. Gdy nasze zamówienie przekroczy wartość kuponu dopłacamy jedynie różnicę. W moim przypadku była to suma 29zł, gdyż dodałam sobię jedną kartę za 9zł oraz koszt dostawy kurierem z Niemiec- 20zł.  


Proces twórczy.


Do zaprojektowania naszej fotoksiążki dostajemy specjalną aplikację. Do wyboru mamy wiele opcji zarówno edycji zdjęć (kontrast, kadrowanie itp.) jak i wyboru odpowiednich ramek, rozkładu zdjęć na kartach czy tła "pod" zdjęciami. Sam wybór zdjęć odbywa się poprzez wybór plików z naszego dysku z ramki z boku i przeciągnięcie w docelowe pole w naszym projekcie.






Finalizacja zakupu i dostawa.


Gdy wszystkie zdjęcia wybraliśmy dodajemy nasz projekt do koszyka. Aplikacja podpowie nam czy zostały jakieś wolne pola na zdjęcia lub ramki na tekst (ja akurat nie użyłam żadnej ramki tekstowej i wyskoczyło mi sporo ostrzeżeń, by je wypełnić bądź usunąć). Dalej jak to w internetowych zakupach trzeba przebrnąć przez adresy, potwierdzenia aż do wyboru sposobu płatności. Mamy do wyboru płatność kartą kredytową lub PayPalem. Gdy wszystko załatwione następuje proces przesyłania projektu i zdjęć co zajmuje trochę czasu, proporcjonalnie do ilości zdjęć. Potem zostaje tylko czekać na produkt. Swoją fotoksiążkę zamówiłam wieczorem 31.03 a odebrałam ją 06.04. Biorąc pod uwagę czas na wyprodukowanie naszego zamówienia oraz dostawę z Niemiec jest to bardzo dobry czas. 



Odbiór i moja opinia.


Kurier złożył na moje ręce kartonową kopertę wysyłkową. Kryła w sobie album z moimi zdjęciami zapakowany w ochronne foliowe opakowanie oraz w dodatkową kopertę z pianki. Nie znalazłam żadnego uszkodzenia więc sposób dostawy oceniam bardzo dobrze.
Mój album po rozpakowaniu prezentował się rewelacyjnie i już przed oglądnięciem go miałam dobre odczucia. Przeglądanie go sprawiało mi wielką radość i tak jest do tej pory. 
Strony w albumie wybrałam błyszczące a okładkę z watowaniem- miękkie wypełnienie które nadaje albumowi bardziej elegancki wygląd i przyjemny odbiór w dotyku. Wykonane z grubego, specjalnego papieru fotograficznego karty są bardzo dobrze i dokładnie połączone ze sobą. Całość idealnie spasowana ze sobą, nic nie odstaje, nie ma krzywych krawędzi, wszystko wykonane profesjonalnie. Fotoksiążkę oglądałam ja (wiele razy) oraz kilka osób i nie zauważyłam by zaszkodziło to albumowi. Zdjęcia mają jakość jaką powinny- oglądałam je razem z komputerem i nie zauważyłam różnic w jakości a w kolorach minimalną, bardziej przez ustawienia ekranu niż z winy wykonawcy. Wszystko ostre i szczegółowe jak w komputerze co widać szczególnie na przykładzie głowy ważki- uchwyciłam na zdjęciu budowę oka ważki która została świetnie odwzorowana w albumie. 


Zdjęcia.

Mój projekt to misz-masz zdjęć z różnych kategorii. Mamy tu ważki, motyle, płazy/gady, rośliny owadożerne, ssaki oraz ptaki. Wybierałam zdjęcia przede wszystkim najlepsze ale są również takie które udały się średnio ale przedstawiają jakiś szczególny obiekt np Zimorodka czy Pazia królowej.

Okładka przód



Okładka tył


Widok z góry na karty, łączenie


Poszczególne karty wewnątrz
















Wnioski końcowe.


Zdjęcia niestety nie uchwyciły jakości tak jak powinny z racji paskudnej pogody podczas "sesji fotograficznej". Myślałam nawet nad ponownym ich wykonaniu ale albo czas nie dopisywał albo była równie brzydka pogoda jak wtedy. Zapewniam Was jednak, że jakość jest rewelacyjna i szczerze mogę polecić firmę Saal-digital każdemu kto planuje wykonać fotoksiążkę. Świetnie się sprawdzi jako album ze zdjęciami ślubnymi, album dziecka czy pamiątka z wyjątkowych wakacji. Jeśli przyjdzie taki moment, że i ja zaplanuję kolejną fotoksiążkę nie będę szukała innego dostawcy. Dziękuję firmie Saal-digital za możliwość testowania ich produktu; nowe, ciekawe doświadczenie oraz za wspaniałą pamiątkę.

piątek, 14 kwietnia 2017

Nabita w butelkę

Hej hej.

Znalazłam chwilę czasu by się zatrzymać i ze spokojem skrobnąć posta. Tym razem będzie kreatywnie zbombardowana flaszena. Nie od razu pomyślałam o przyborniku z butelki po napoju. Rozważałam różne opcję aż padło na pojemnik w którym mogłabym trzymać pisadła na biurku. 




Zaczęłam od obejścia sklepu w poszukiwaniu odpowiedniej butelki i zakupiłam ją. 
Gdy butelka została osuszona znalazłam sobie odpowiedniej wysokości przedmiot do którego przykleiłam czasowo markera a następnie obracając butelkę wyrysowałam linię cięcia. Wycięty dół umyłam i wytarłam a następnie okleiłam gazą. Podsuszony pojemniczek wymalowałam czarnym gesso a w miejscu przeznaczonym na kompozycję zrobiłam trochę smug pastą strukturalną i znów podsuszyłam. Potem zaczęło się najlepsze czyli malowanie i ciapranie mediami. Używałam mgiełek, farb metalicznych i pudrów. Następnie umyśliłam sobie kompozycję z ciemno-fioletowych kwiatków, metalowych dodatków (ażurowy listek i połowa kwiatka, metal ten jest dosyć miękki i można było go przeciąć) i ozdobnych kulek jarzębiny. Popełniłam błąd gdyż dopiero pod koniec pomyślałam, że przydałoby się rant czymś ozdobić. Musiałam osobno malować białą koronkę brzegową czarnym gesso i tymi samymi mediami ale to nic. Na koniec dodałam jeszcze kluczyk, dwa ćwieki, sznurek oraz powtykałam pod kwiaty gazę. Mam kawałek gazy w niebiesko-fioletowym kolorze którym wycierałam nadmiar mediów podczas tworzenia kartek- teraz nadał się idealnie. Gdzieniegdzie prysnęłam białym i czarnym i mój przybornik jest teoretycznie skończony- zostało jedynie dociążenie go bo jest dosyć lekki. Wymyśliłam sobie, że na dno wyleje trochę gipsu a gdy zastygnie maźnę go na czarno i będzie git.












Mam nadzieję że szefowa zalicza zadanie bo termin upływa już jutro. Moje mediowe zabawy wciągają mnie coraz bardziej, różnych technik już próbowałam ale dopiero media skutecznie odciągnęły mnie od zwijania paseczków :D

Prócz kreatywnego bombardowanie postanowiłam dodać mój przybornik do zabawy:

http://like-chellenges.blogspot.com/2017/04/mgieka-malowane-wyzwanie-25.html

Używałam mgiełek a wiatrem podsuszałam :D więc chyba spełnia wymogi, zobaczymy.

Pora późna więc czas szykować się do snu. Jak zawsze dziękuję za Waszą obecność i przesyłam uściski :))