Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2016

Kartka ubabrana lodami

Cześć kochani!

Dawno mnie nie było choć planowałam zjawić się chociaż przy końcu lipca by dodać "lodową pracę". Czemu mi nie wyszło?- nie było czasu a jak był to nie miałam weny i ogarniało mnie lenistwo. Ostatnio mam jeszcze mniej czasu niż kiedyś gdyż zmieniłam pracę i dojeżdżam dalej.  Nie żebym się tłumaczyła, po prostu chcę żebyście wiedziały czemu zaglądam tu jeszcze rzadziej. Niestety ale tak już teraz chyba będzie, tworzę też mało i sporadycznie- najczęściej kartki ale i tak ostatnio stwierdziłam, że będę odmawiać by mieć więcej czasu dla siebie. 



Przejdę jednak do nieco chłodniejszego tematu- lodów u Danusi. Miałam różne pomysły ale w końcu nic z nich nie wykonałam. Zrobiłam jednak kartkę ślubną która fajnie pasuje do kolorystyki zaproponowanej przez Danusię. Jak się przyjrzeć można znaleźć wszystkie 6 kolorów- główną rolę odgrywają smaki waniliowy i śmietankowy, rolę drugoplanowe obsadzone są przez smaki malinowy i pistacjowy a w drobnych rolach można znaleźć czekoladowy (potuszowane brzegi chorągiewki) i morelowy (da się dostrzec na papierze ozdobnym).  Z innych kolorów zostaje jedynie złoty (pręciki), perłowy (półperły) i fioletowy (brzegi głównego kwiatka). Nie wiem czy pomysł na przeplatankę z papieru wkomponowaną w wycięte serce (czy inny kształt) ktoś już wykonywał, robiłam to według własnego pomyslu i myślę że to jeden z moich ciekawszych pomysłów w ostatnim czasie. Nie obyło się bez wpadek i poprawiania ale i tak jestem zadowolona. Początkowo brzegi serca były tylko potuszowane ale znalazłam świetne mini-perełki które postanowiłam użyć do ukrycia gołych brzegów. Myślę że się nadaje do tego letniego tematu zabawy. 






Do pokazania mam w dalszym ciągu kilka prac ale kiedy się zjawię nie powiem konkretnie, zaatakuje z zaskoczenia ☺ W kolejce stoją także zdjęcia, nie bedzie ich dużo bo nawet na ważki nie było czasu- jedynie kilka razy znalazłam dłuższą chwilę by wyjść nad wodę.  

Mam nadzieję że u Was wszystko w najlepszym porządku. Do usłyszenia, buziaki ☺

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Ślubne dodatki- nadrabiam zaległości

Witajcie kochani. 

Mam trochę zaległych prac z tego i tamtego roku i pomyślałam że w wolnej chwili zacznę coś pokazywać. Z wolnym czasem u mnie cienko i nawet weekendy mnie nie ratują tak jakby mogło się wydawać- zawsze jest coś do zrobienia a jak nie ma patrzę by uciec z domu z aparatem.




Wracając jednak do dzisiejszego tematu musimy się cofnąć do początku roku. Znajomy ze szkolnych lat i jego narzeczona poprosili mnie o zrobienie kilku ślubnych dodatków. Były to wkładki do zaproszeń by zamiast sprzętów itp. jako prezent dali pieniądze a zamiast kwiatów wino, winietki na stoły oraz plan sali. Żadnej z tych rzeczy wcześniej nie robiłam o czym poinformowałam młodych ale mimo to nie zrezygnowali. Wzór wkładki mieli gotowy, papier i kolorystykę wybrane-  mi pozostało tylko zeskanować i obrobić graficznie a potem wydrukować i wyciąć. Zdjęcie jedno i w dodatku kiepskie bo robione wieczorem na chwilę przed odbiorem. 




Na winietki miałam więcej czasu i więcej możliwości. Chcieli kwiatka gdzieś z boku i czcionkę dopasowaną do tej z wkładek. Zaproponowałam 3 różne kwiatki w kolorach piaskowym, beżowym i brzoskwiniowym. Nim się rozkręciłam wybrali ten w piaskowym odcieniu. Jako dodatek do kwiatka zdecydowałam się na wydrukowane zawijasy- użyłam grafiki z wkładek. Zrobiłam wizualizację i czekając na listę gości kręciłam już kwiatki.  Winietek powstało w sumie 84.






Na koniec powstał skromny plan sali. Młodzi wysłali mi wygląd sali i rozmieszczenie gości. Graficznie obrobiłam stoły w kolorystyce jaką chcieli i przykleiłam je w odpowiednich miejscach a w miejscu do tańca przykleiłam napis i niewielką kompozycję quillingową by nie było pusto. 





Prócz tych dodatków wykonałam kartki dla mojej przyjaciółki- pan młody to jej kuzyn i to przez nią skontaktowali się ze mną młodzi. O kartkach będzie innym razem. Czas na mnie, trzeba się powoli szykować do pracy. Pozdrawiam serdecznie i życzę przyjemnego tygodnia. Buziaki ;)

sobota, 5 września 2015

Box ślubny i nowy pupil

Witajcie moi mili!


Nawet nie wiecie jak się cieszę że mogę do Was wrócić choć na chwilę :) Nie znaczy to że remontu już koniec, na razie to półmetek ale teraz będzie lepiej z moją obecnością bo do remontu została kuchnia. Na czas remontu miałam rozłączony komputer a jego części były wszędzie- monitor w szafie bo płaski łatwo uszkodzić, jednostka w kącie, reszta gdzieś po meblach hahah. Nie było możliwości podłączyć choć na trochę. Laptop to dobra rzecz i w takich chwilach przydałby się ale ja lubię grać a stacjonarny jest do tego lepszy. Coś za coś. Bardziej aktywna byłam na fb bo z telefonu to dość wygodne nie to co blog. Tak czy inaczej przed weekendem wprowadziłam się z powrotem do pokoju, po kilkudniowym przesiedleniu na podłogę hahah :D Przy okazji całego składania sprzętu usunęłam z jednostki tonę kurzu i od razu przyspieszył :) Zaległości raczej nie zdołam nadrobić, wybaczcie. Na chwilę mogę odsapnąć i trochę bardziej zaczytać się w Wasze blogi a na przyszły weekend planowana jest powtórka z "rozrywki" (jeśli nic przy okazji się nie pozmienia). Fakt że miałam remont wcale nie wyłączył mnie z kręcenia, działałam dalej choć głównie nocą i krótko bo remont mimo wszytko męczył i myślałam więcej niż zwykle o regularnym spaniu. Wyniki moich zmagań "podczasremontowych" zobaczycie na dniach a tym razem staroć, jak widać po dacie zrobiony 2 miesiące temu.


Miałam na niego aż 1,5 dnia ale jakoś się udało. Box standardowej wielkości ozdobiony papierem "Poranna kawa" od Magicznej Kartki, do tego quilling- jak widać pojawił się nawet brzoskwiniowy kolor, jedyny taki w moich kupnych paskach... Dodałam też ozdoby z arkusza dodatków do zestawu "Wyspa motyli" również Magicznej Kartki. Miałam nie robić tortu tylko pudełko na pieniądzę więc jest takie skromne- nie było czasu na szaleństwa i zastanawienie się nad czymś innym. Po tej całej akcji stwierdziłam że jak nic muszę zrobić kwiatki do pudełka, właśnie na takie okazję gdy potrzebuję zrobić kartkę na już. Rezultat pokazywałam przy okazji folkowych pudełek. Przyznam szczerze że szybko porzuciłam robienie ich a części już nie mam- jak nic trzeba znów wrócić do tego pomysłu bo już się przydały takie gotowce ale o tym innym razem.







A teraz mój nowy pupil- Muchołówka. Kupiona w markecie przy okazji uzupełniania materiałów do remontu. Zawsze chciałam mieć jakąś mięsożerną roślinkę i tym razem udało mi się ją dostać. W zwykłych kwiaciarniach trudno o nie. Trzeba mieć albo wielkie szczęście i dobrze zaopatrzoną kwiaciarnie albo jechać do marketu budowlanego w którym są rośliny i też mieć szczęście. Najłatwiej zamówić przez internet. Myśląc o zakupie zawsze myślałam albo o Rosiczce albo Muchołówce albo Dzbaneczniku. Tymczasem takich roślin jest więcej o czym dowiedziałam się zdobywając wiedzę jak nie zaszkodzić mojej Muchołówce. Po zakupie wyglądała tak:



A tu już po usunięciu czarnych pułapek i ułożeniu pozostałych w mniej chaotyczny sposób- jedna pułapka dla przykładu zjadała drugą




Jak już wspominałam jest to roślina mięsożerna. W naturze żyje jedynie w Usa w Karolinie. Istnieje tylko jeden gatunek- Muchołówka amerykańska. Te dostępne w sklepach to odmiany sztucznie wyhodowane tzw. kultywary- jest ich sporo i różnią się np. kolorem pułapek. Jest to roślina bagienna co oznacza, że podłoże musi być stale mokre. Rośnie w torfie który podlewam co drugi dzień, chyba że jest gorąco i wynoszę ją na dwór na słońce- wtedy między podlewaniem dolewam jeszcze troszkę bo w słońcu szybciej wyparowuje a przesuszyć jej nie wolno w czasie lata (w czasie zimy też ale zimą podlewa się ją tylko ok. raz na tydzień). Podlewa się je przez podsiąkanie (od dołu) wodą destylowaną lub deszczówką- kranówka je zabija, nawet taka przegotowana i odstana nie jest zbyt dobra . Potrzebuje dużo słońca by dobrze się rozwijała a pułapki ładnie się wybarwiały- początkowo są całe zielone ale dzięki słońcu w środku robią się najpierw rumiane a potem malinowe. Jak się okazało moja muchołówka ma dwa młode odrosty, są malutkie a pułapki mają tylko po kilka milimetrów (te normalne mają ok. 2,5cm.) ale to chyba normalne. Roślina jest wieloletnia a zimę "przesypia", potrzebuje wtedy mniej wody oraz temperatury 0-10 C, może też rosnąć całą zimę ale jest wtedy marna a na wiosne ma trudniejszy start. Ja mam nieocieplany przedsionek i tam zostanie wyniesiona w październiku/listopadzie i zostanie tam do lutego/marca. Żywi się nie tylko muchami, zjada też inne owady podobnej wielkości czy np. pajączki. Komarów nie zjada bo to mała ofiara a koszt trawienia za duży dla rośliny. Ofiary wabi kolorem oraz wydzieliną do środka pułapki a gdy ten nieszczęśnik podrażni dwa z kilku włosków czuciowych zamyka się- chaps i mucha jest w więzieniu. Chodzi sobie w środku chcąc znaleźć wyjście ale roślina dostaje przez to dodatkowe bodźce, które powodują wydzielanie się soków trawiennych. Po kilkudziesięciu godzinach otwiera się by czychać na ofiarę ponownie. Ilość zamknięć takiej pułapki jest jednak ograniczona- po kilku razach przestaje i żółknie a potem czarnieje ale wyrastają nowe liście które je zastępują. Zdecydowanie wolę takie "inne" kwiatki haha. Prócz nowego nabytku mam też Kawę, Imbir z własnej hodowli którego zapomniałam pokazywać oraz Grapefruita z pestek które wsadziłam bo miałam resztkę ziemi i wolną doniczkę i wyrosło :)- wszystko tegoroczne. Ładne kwiatki hoduje moja mama, dla mnie takie są za nudne hahaha :D Najchętniej swoją kolekcję powiększyłabym o kolejne mięsożery ale o tym pomyślę już na wiosnę, jesień to nie jest zbyt szczęśliwa pora do kupna tych roślin.


Sory, tak bardzo chciałam wypisać wszystko, że wyszła powieść. Mam nadzieję że wytrzymałyście do końca a te "trochę" informacji o Muchołówce rozbudziło Waszą ciekawość. Widziałam że rozpoczęło się głosowanie na najlepsze blogi na Coricamo, dziękuję za głosy tym Ktosiom oraz zachęcam do głosowania niekoniecznie na mnie bo szans dla mnie nie ma ale są świetne blogi jak np. Anulki czy Danusi :) Dziękuję za Waszą obecność, buziaki :))

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Ślubna pamiątka

Witajcie moi mili!


Upał niemiłosierny opanował całą Polskę i z tego co widziałam zmniejszyła się ilość postów na Waszych blogach. U mnie sprawa ma się podobnie, bo człowiekowi nawet nie chce się siedzieć przy komputerze. Pecet rzęzi, bo mimo sporego wentylatora w taki upał komputer słabo chłodzony dlatego na szybko opublikuję pamiątkę ślubną z archiwum (kartka z czerwca...) i wyłączam biedaka.



Pamiątka zrobiona w formie pudełka. Lubię taką formę, bo w środku można zrobić fajną kompozycję quillingową i nie myśleć jak szybko się zniszczy. Baza wycęta i złożona z kartonu biało-brązowego (tak by brązowa strona była niewidoczna). Wieczko obłożone papierem Magiczna Kartka- Poranna Kawa arkusz 07. Ozdobione zostało wycinanką ze skromnych zapasów oraz tekturką też z Magicznej Kartki. Wstęga z sieci obrobiona przeze mnie. W środku cytat oraz kompozycja kwiatowa dodatkowo ozdobiona półperłami i pręcikami. Boki w środku ozdobione białą połyskliwą tasiemką w kropki.





Nie wiem jak wy ale ja czuję się jakbym miała wyzionąć ducha... Takie upały są dla mnie katorgą, 25 stopni to dla mnie gorąco i tego najchętniej bym się trzymała a tu w słońcu 50 stopni w środku dnia. Dziwny ze mnie człowiek, bo prawie każda temperatura mi przeszkadza- zawsze albo za zimno albo za gorąco... Jedyny plus taki, że włosy nie schły mi pół dnia jak zawsze. Słabo widzę kolejny tydzień tej męki. Pora na mnie, nie ma co dręczyć Was długimi postami. Dzięki za Waszą obecność, buziaki :))

wtorek, 23 czerwca 2015

Dwie kolejne kartki

Witajcie kochani!


W ramach pokazywania staroci przybywam do Was z dwoma kartkami. Były robione dla tej samej osoby i oddawane w jednym czasie więc mogę je też razem opublikować na blogu nie? :) Mam trochę zaległości więc będzie szybciej. W kolejce stoją też zdjęcia ale jest ich sporo i nie mam jakoś energii, by się z nimi zmierzyć. Swoją drogą ostatnio korzystając z deszczowej pogody porobiłam kopie zapasowe. Co ważniejsze poszło na kości pamięci a zdjęcia i tym podobne na płyty. Wiele słyszałam o atakach wirusów szyfrujących pliki zdjęciowe i filmiki. Gdy tylko znalazłam na to czas, zgrałam wszystko by nie obudzić się z ręką w nocniku. Polecam wszystkim zabezbieczyć się, bo nie znaleziono lekarstwa na zaszyfrowane pliki a zdjęć szkoda- nikt nie będzie przecież płacił kilka tysi za odblokowanie ich. Wróćmy jednak do kartek.


Kartki bardzo proste, namiotowe. Pierwsza ślubna zrobiona na białym kartonie Magicznej Kartki, ozdobiona papierem Magicznej Kartki- Poranna kawa, zdaje się że arkusz nr 07. Miała być skromna i myślę, że jest. Nie mogłam przesadzić z obiętością quillingu bo kartka miała zostać wysłana pocztą za granicę. Zawsze w takim wypadku wysyłam w koperci bąbelkowej na płytę cd. Mimo takiej ochrony lepiej, by kompozycja była w miarę płaska. W środku życzenia.





Druga kartka robiona dla osoby przechodzącej na emeryturę. Zostałam poproszona o bukiet kwiatów. Nie dopytałam czy chce bukiet- bukiet czy bukiet- kompozycję kwiatową więc zrobiłam typowy bukiet. Na biały karton Magicznej Kartki nakleiłam niebieski papier Magicznej Kartki z kolekcji Głębia kolorów nr 06. Cienkie druciki owinęłam zielonymi paskami i zrobiłam z nich łodygi kwiatków. Po przyklejeniu do kartki dodałam w miejscu główek kwiatków taki gnieciuch z zielonej kartki, by kwiaty były bardziej wypukłe i nie było widać prześwitów niebieskiego papieru. Na gnieciucha nakleiłam kwiatki i dodałam po bokach jakieś listki. Oczywiście miałam kłopot z kompozycją, zawsze je miewam ale w końcu ułożyłam w ten sposób i było do zaakceptowania. Dodałam kokardkę, by zamaskować miejsce łączenia drucików z gnieciuchem i przy okazji jakoś ozdobić bukiet. Na koniec mały wydrukowany tag z tekstem "Z okazji przejścia na emeryturę" i życzenia w środku.





Jak widać obie proste, szybko poradziłam sobie z oboma dlatego mogłam oddać je szybciej niż zakładał termin.


Odwiedzając blogi czytam często o Waszej niemocy, rany myślałam że tylko ja jestem ostatnio jakaś lewa do robót. Człowiekowi od razu psuje się nastrój gdy budzi się a tu leje i jest ponuro. Cholera mnie bierze w domu gdy w wolny czas nie mogę wyjść spokojnie w plener, na ważki ehhh. Teraz pod wieczór szanowne słońce raczyło wyleźć zza chmur ale nic mi to nie daje... Kochani dziękuję za odwiedziny i komentarze. Życzę Wam jak i sobie ciepłej, słonecznej pogody oraz więcej siły do funkcjonowania. Buziaki

poniedziałek, 23 lutego 2015

Kartka ślubna- księga i coś "z natury wzięte"

Siemka :)


Dziś trzecia odsłona ślubnych kartek i zamykam ten temat. Poprzednie dwie do zobaczenia TUTAJ- BOX i TUTAJ- KOPERTA. Trzecia kartka to kartka księga. Zrobiona na podstawie TEGO tutoriala za którego dziękuję autorce. Ozdobiony papierem Galerii Rae, quillingiem i digami za które dziękuję autorom (mam nauczkę, by zapisywać od razu źródła...). Co mogę o niej powiedzieć, ano mogę powiedzieć o niej, że mi się nie podoba. Nie jestem zadowolona z efektów i gdybym tylko miała czas to niedokończona poszłaby gdzieś na dno szuflady i zrobiłabym inną. Rodzina przyjaciółki była z niej zadowolona i ponoć chwalili ją ale ja nie jestem z niej dumna i nie uważam by ten fakt coś zmieniał w mojej ocenie. Mogłabym jej nie pokazywać ale co to jest za metoda prowadzenia bloga- pokazywać tylko udane według nas prace. To ludzkie, że jedne prace nam wychodzą lepiej a inne gorzej i nie uważam by było coś w tym złego- w końcu to rękodzieło a nie produkt z fabryki a i tam zdarzają się niewypały.







Przejdźmy do ciekawszych rzeczy czyli zdjęć i mojej imbirowej historii- będzie trochę długa więc można ją pominąć.


Może najpierw historyjka. Jak wiecie byłam kilka razy przeziębiona tej "zimy". To zatoki, to typowe przeziębienie, oskrzela i tak się jakoś kręciło życie. Kupiłam zatem sobie kłącze imbiru w kałlandzie by sprządzać pyszną herbatkę z imbirem i miodkiem. Jest świetna więc zaopatrzyłam się w niego drugi razy, gdy ten pierwszy już się kończył. W końcu trochę ozdrowiałam i herbatka nie była potrzebna (dodam jeszcze, że w ramach eksperymentu dodałam też do kurczaka i było dobre) i tak sobie leżały w spokoju w ciepłej kuchni. Pewnego dnia zauważyłam w koszyczku coś zielonego, okazało się, że na jednym z kłączy tzw. oczko wypuszcza pęd. Oczywiście nie obyło się bez wujka google, który wyszukał mi fora i blogi o tym jak samodzielnie hodować imbir. Na jednym z for wyczytałam sporo wskazówek i postanowiłam spróbować. Kłącze ze zdjęcia podzieliłam na dwie części, bo wg wskazówek warto kłącze podzielić tak, by każdy kawałek miał jedno oczko z którego wypuści pęd. Z drugiego kłącza odcięłam jeszcze 2 kawałki, które też nadawały się do zasadzenia. Kawałki należy zasadzić do szerokiej i nie-głębokiej donicy, bo kłącza rosną na boki a nie wgłąb. Sadzi się je bokiem (oczka na bok a nie do góry jakby się wydawało rozsądnie), 1-2cm pod ziemią. Najlepszy czas na sadzenie to właśnie luty i wczesna wiosna. Donicę najlepiej przykryć folią dopóki nie pojawią się pędy, po co to nie wiem ale z obserwacji mam pewną hipotezę- zatrzymuje to wodę w glebie, woda skrapla się na folii i skapuje spowrotem, myślę że może to być to. Po 3-4 tygodniach jeśli pójdzie wszystko dobrze zaczną przebijać się pędy i wtedy należy donicę odkryć- w mojej sytuacji powinno być ich 4 lub 5. Rośnie przez całe lato, lubi ciepło i wilgoć choć z umiarem- nie może mieć za mokro bo zgnije. Na jesień roślina powinna zacząć żółknąć co oznacza, że kłącze dojrzewa do wykopania i konsumpcji. W sam raz na sezon zachorowań. Roślina przypomina trochę trzcinę rosnącą przy rzekach choć jest bardziej ozdobna i wypuszcza niekiedy kwiaty. Czy mój imbir wyrośnie i będzie coś z niego, czy może szlag go trafi dowiemy się niebawem. Na ten moment to koniec historii, następna wzmianka gdy wyjdzie coś z ziemi (czyli wg mnie tak ze dwa tygodnie jeszcze) lub gdy wywalę to w cholerę hahah. Nic nie tracę a mogę zyskać ciekawe doświadczenie. Roślinami w domu opiekuje się rodzicielka więc może zginie marnie lub po jakimś czasie stracę zapał i każę Jej dbać o podlewanie hahaha. Mam jednak dobry powód by o niego dbać- powiedziałam Wam o eksperymencie ;)



Reszta zdjęć już krótko bo historia zajęła dużo miejsca. Mamy tu w kolejności krokusy, pierwiosnki, wschodzące tulipany i hiacynty, cebulicę syberyjską zmarnowaną przez mróz oraz dzieło bobra- widać że miał "bobrą zabawę" ;)









20 lutego minął rok i zakończyło się candy z tej okazji- statystyk nie będzie bo to tylko liczby a wyniki niebawem (wybaczcie oczekiwanie ale mam rozgrzebane prace na zabawy tematyczne i by zdąrzyć muszę się im bardziej poświęcić). Dzięki za odwiedziny i komentarze. To dzięki Wam tworzę ten blog mimo lepszych i gorszych chwil, był nawet moment gdy rozważałam zawieszenie bloga bo nie miałam czasu na Wasze blogi i na publikacje ale to już za mną i cieszę się, że zaniechałam tego kroku. Buziaki :)


sobota, 21 lutego 2015

Ślubna koperta

Cześć, cześć!


Dziś szybciutko przedstawie Wam drugą kartkę ślubną. Nie będę przynudzać długim opisem ani żalami na brak czasu i mnóstwo zajęć, bo to zabrałoby dużo czasu mojego i Waszego. Zostało kilka dni do końca sercowego konkursu Danki, więc kilka słów i lecę kontynuować pracę nad "Danki sercem" a jeszcze nieskończona pomarańczka leży, matko kiedy ja to pokończę :D



Pierwszą kartkę mogliście zobaczyć tutaj- ślubny box a teraz druga kartka na tę samą uroczystość. Kartka miała być skromna i stanowić ładne opakowanie na okup, wróć na prezent pieniężny haha:) Postawiłam na kartkę kopertę (kojarzyło mi się z przekazywaniem łapówki i było adekwatne do prośby przyjaciółki) W sieci pełno jest kopertówek i kursów na nie ale ja chciałam czegoś innego. Powstało takie oto coś- biała baza 250g z Magicznej Kartki, papier ozdobny kremowy, okrągły dig i duży dig (tekst zabawny bo przyjaciółka jest młodszą siostrą pana młodego i podobała jej się właśnie taka forma życzeń) pochodzą od wspaniałomyślnych twórców których nie pamiętam (przepraszam i dziękuję), mały dig który wykombinowałam na szybko, delikatny quilling i kieszonka na kaskę, całość wiązana pasującą kolorystycznie wstążką.






Biedna jak na mnie ale przyjaciółka była usatysfakcjonowana choć oczy zaświeciły jej się najbardziej przy boxie ;) Państwu młodym też się podobały z czego się bardzo cieszę.


Dziękuję za Waszą obecność i miłe słowa. Czas zakończyć przerwę i wracać do stołu operacyjnego- operacja na otwartym sercu, same rozumiecie nie mogę zwlekać haha. W następnym poście prócz pracy napiszę krótką historie imbiru ;) Mam nadzieję, że uda mi się przed nocą jeszcze Was poodwiedzać. Ściskam i pozdrawiam gorąco.

niedziela, 15 lutego 2015

Ślubny box

Witajcie kochani w ten niedzielny wieczór (no może raczej noc bo zanim skończę pisać post pewnie będzie północ :E)!


Biegnę do Was z zapowiadanymi zaległościami a właściwie jedną z nich. Zaczynamy temat ślubny, jest to pierwsza z trzech kartek ślubnych jakie opublikuje w krótkim czasie i pierwsza z trzech w mojej "karierze". Zostałam poproszona przez przyjaciółkę o zrobienie kartek na ślub jej brata- za dzieciaka razem się bawiliśmy z Nim więc bez oporu się zgodziłam. Jest to najważniejsza kartka bo od rodziców pana młodego dla młodej pary. Musiała być hmm sama nie wiem jak to nazwać, ajjj brak mi słów :) W każdym razi miało być to coś wartego zapamiętania, co będzie stanowiło cząstkę ich święta. Postawiłam na exploding box i tort w środku. Najlepiej jakbym wiedziała jaki tort zamawiali na wesele, by choć trochę oddać jego wygląd na pamiątkę. Trudno zdobyć takie dane dlatego wyglądem musiał współgrać z kartką.



Box ozdobiony jest papierem Magicznej Kartki- Poranna kawa 003. Pokrywkę zdobi tasiemka w kolorze toffi a na górze wycinanka stosowna do okazji (pasek z takimi wycinankami zamówiony w Galerii Rae, moja pizza :)) oraz quillingowa ozdoba zgodna ze środkiem kartki. Postawiłam na kolor lilla i grzebień. Nie było czasu na eksperymenty z quillingiem, bo umyśliłam sobie nowe formy kartek i dodatków- ja to zawsze muszę sobie skomplikować życie hahah no ale dzień wyjątkowy to i kartka miał być niestandardowa.



Tort jest wyprodukowany z tej samej tektury co box. Kupiona w plastycznym za śmieszne pieniądze- 2zł za arkusz 100cmx70cm. Jedyny minus to brązowa jedna strona, za to tektura jest grubsza niż ta kupna w sklepach scrapowych (tam są 250g czy 300g) i moim zdaniem lepiej się nadaje. Ale wracając do tortu, zrobiłam go sama bez tutoriali metodą prób i błędów (oznacza to, że jeden zrobiony w połowie został zgnieciony i wylądował w koszu, nowy robiłam już mądrzejsza o doświadczenia sprzed minut). Ozdobiłam go wstążką (ta sama co na przykrywce), półperłami, quillingiem: obrączki ze złotych pasków oraz pączki kwiatków z kart bocznych- musiałam jakoś zamaskować miejsca łączenia końców tasiemek. Całość stoi na serwetce, coby wyglądał jak z cukierni :D



Teraz karty boczne. Na jednej z nich wyprodukowałam kartkę z kalendarza, widziałam takie zaproszenia ślubne w formie kartki z wyrywanego kalendarza dziennego. Postanowiłam zrobić coś takiego ale jako dodatek do ślubnej kartki. Oczywiście była konsultacja z przyjaciółką czy takie rozwiązanie się podoba. Najlepsze, że niegdzie nie mogłam znaleźć szablonu takiej kartki i samą ją produkowałam w programie graficznym. Na kolejnych kartach boxa są cytaty i życzenia- w tym momencie bardzo dziękuję osobom które je stworzyły a nie mogę ich wymienić, bo w tym całym pośpiechu i szaleństwie nie zapisałam nigdzie źródeł za co przepraszam. Część jest edytowana, by pasowały do całości- chodzi tu o wzorek na dole i na górze każdej plakietki. Na dwóch kartach boxa zrobiłam quillingowe ozdoby, na jednej jest tekturka z parą młodą zdobyta w candy u Jooli (dawno temu zdobyta, teraz uratowała sytuację bo nie miałam żadnych ślubnych ozdób), na karcie z kalendarzem nie było miejsca i nie ma nic- całość i tak jest ozdobna więc nie chciałam przesadzić i wciskać na siłę.




Ale się rozpisałam, powinnam dostać blokadę przeciw przekraczaniu określonej ilości liter hahahah :)) Nie wiem czy kartka jest ładna ale ja cieszę się, że zrobiłam po raz pierwszy ten typ kartki. Post miał powstać znacznie wcześniej ale wzięłam się za sprzątanie na karcie sd ze zdjęciami. Kilka tysięcy zdjęć, ważki, zwierzęta, rośliny, widoki, ludzie, sytuacje i rękodzieło- wszystko wymieszane ze sobą, zdjęcia dobre, średnie i kiepskie. Zanim to przeglądnęłam, usunęłam kiepskie, przeniosłam na dysk, pogrupowałam i przeniosłam do odpowiednich folderów a na koniec wybrała te najlepsze które zostały na sd minęło spoooooro czasu. Głupia jestem, mogłam najpierw zrobić post a potem sprzątać ale trudno.


Pora uciekać, zrobić jeszcze jakieś postępy w "pomarańczce" choć idzie mi opornie- te całe zamieszanie z pracami z krótkim terminem oddania troche wypompowały mnie z weny, pewnie znowu będe na końcu hahah (wcale nie marudzę :E). Życzę Wam przyjemnego tygodnia, buziaki :))