To blog gdzie dzielę się z wami wszelką twórczością wykonaną własnoręcznie. Zapraszam :)
poniedziałek, 22 maja 2017
żar w sercu
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Recenzja fotoksiążki od Saal-digital
Jak to się zaczęło.
Proces twórczy.
Do zaprojektowania naszej fotoksiążki dostajemy specjalną aplikację. Do wyboru mamy wiele opcji zarówno edycji zdjęć (kontrast, kadrowanie itp.) jak i wyboru odpowiednich ramek, rozkładu zdjęć na kartach czy tła "pod" zdjęciami. Sam wybór zdjęć odbywa się poprzez wybór plików z naszego dysku z ramki z boku i przeciągnięcie w docelowe pole w naszym projekcie.
Finalizacja zakupu i dostawa.
Odbiór i moja opinia.
Mój album po rozpakowaniu prezentował się rewelacyjnie i już przed oglądnięciem go miałam dobre odczucia. Przeglądanie go sprawiało mi wielką radość i tak jest do tej pory.
Strony w albumie wybrałam błyszczące a okładkę z watowaniem- miękkie wypełnienie które nadaje albumowi bardziej elegancki wygląd i przyjemny odbiór w dotyku. Wykonane z grubego, specjalnego papieru fotograficznego karty są bardzo dobrze i dokładnie połączone ze sobą. Całość idealnie spasowana ze sobą, nic nie odstaje, nie ma krzywych krawędzi, wszystko wykonane profesjonalnie. Fotoksiążkę oglądałam ja (wiele razy) oraz kilka osób i nie zauważyłam by zaszkodziło to albumowi. Zdjęcia mają jakość jaką powinny- oglądałam je razem z komputerem i nie zauważyłam różnic w jakości a w kolorach minimalną, bardziej przez ustawienia ekranu niż z winy wykonawcy. Wszystko ostre i szczegółowe jak w komputerze co widać szczególnie na przykładzie głowy ważki- uchwyciłam na zdjęciu budowę oka ważki która została świetnie odwzorowana w albumie.
Zdjęcia.
Mój projekt to misz-masz zdjęć z różnych kategorii. Mamy tu ważki, motyle, płazy/gady, rośliny owadożerne, ssaki oraz ptaki. Wybierałam zdjęcia przede wszystkim najlepsze ale są również takie które udały się średnio ale przedstawiają jakiś szczególny obiekt np Zimorodka czy Pazia królowej.Okładka przód
Wnioski końcowe.
Zdjęcia niestety nie uchwyciły jakości tak jak powinny z racji paskudnej pogody podczas "sesji fotograficznej". Myślałam nawet nad ponownym ich wykonaniu ale albo czas nie dopisywał albo była równie brzydka pogoda jak wtedy. Zapewniam Was jednak, że jakość jest rewelacyjna i szczerze mogę polecić firmę Saal-digital każdemu kto planuje wykonać fotoksiążkę. Świetnie się sprawdzi jako album ze zdjęciami ślubnymi, album dziecka czy pamiątka z wyjątkowych wakacji. Jeśli przyjdzie taki moment, że i ja zaplanuję kolejną fotoksiążkę nie będę szukała innego dostawcy. Dziękuję firmie Saal-digital za możliwość testowania ich produktu; nowe, ciekawe doświadczenie oraz za wspaniałą pamiątkę.
niedziela, 31 stycznia 2016
Męski album dla przyjaciółki, taki paradoks.
Cześć, siema!
Zupełnie nieoczekiwanie wpadam szybciej niż zamierzałam i w dodatku nie z tą pracą która miała być planowo następna do pokazania. Zmiana ta była podyktowana faktem, że Kasia- przyjaciółka pochwaliła się nim na facebooku więc i ja opublikuję go już teraz. Album jest prezentem urodzinowym. Miałyśmy nasze małe spotkanko dwa tygodnie temu lecz wtedy nie był gotowy. W dniu urodzin trwał u mnie ciężki tydzień a z kolei w weekend Ona nie mogła się spotkać dlatego dostała go dopiero wczoraj. Ostatnie prace wykończeniowe były robione przed spotkaniem więc wszystko robiłam w sporym pośpiechu i lekkim stresie (jak to ja, zawsze na ostatnią chwilę- kiedyś mnie to zgubi...)
Album poświęcony został imprezie masowej o nazwie Master Truck której tematyką są ciężarówki. Moja przyjaciółka jest ich fanką- zresztą jak może część pamięta robiłam dla Niej już ramkę ciężarową. Na owej imprezie byłyśmy razem w zeszłe lato. Zrobiłam tam masę zdjęć i teraz nadszedł czas na ich wykorzystanie. Miałam różne pomysły ale w końcu padło na album. Okazją okazała się promocja w Eco-deco gdzie zakupiłam bazy do albumów, tekturki (w tym ciężarówkę) oraz pudełka do decoupage. Wymyśliłam sobie, że na okładce zrobię banner z nazwą imprezy- grafika ściągnięta ze strony imprezy. Ozdób miało być mało, zdecydowałam się tylko na tekturkę-ciężarówkę. Ozdobiłam ją serwetką od Ani, dodałam kontury oraz pomalowałam koła a następnie pokryłam lakierem. Okładki zdobi papier z galerii Rae- Wiek Pary. Był to najodpowiedniejszy moim zdaniem papier z całych moich zbiorów- najczęściej są to papiery kolorowe, ślubne, dla dzieci itp. Papierów dobrych do zrobienia czegoś w bardziej męskim stylu jak na lekarstwo o co mogę mieć pretensję tylko do siebie. Zawsze decyduje się na takie z którymi często pracuję pomijając te które mogłyby się przydać ale jeszcze się nie zdarzyło by były potrzebne- no i masz potem babo placek są później potrzebne a ja ich nie mam :D Środek okładek zdobi inny arkusz tej samej kolekcji- zrobiłam na nich kieszonki z przeznaczeniem na bilety i opaski (liczba mnoga zaraz zostanie wyjaśniona). Na karty początkowo nie miałam pomysłu- jak ozdobić album ciężarówkowy bez papierów ozdobnych?! Nie chciałam miluśkiego albumiku na słodkie zdjęcia tylko albumu na fotki ciężarówek z którymi kojarzy mi się kurz, błoto, smar, wycieki płynów, ślady opon itp. Wtedy mnie olśniło- pryskanie i chlapanie. Tylko czym skoro nie mam specjalnych mediów typowych do takich prac. Stanęło na czarnej farbie akrylowej, mocnej kawie rozpuszczalnej oraz tuszu brzegowym na brzegi kart i okładek. Chlapnięcia i rozbryzgi zrobiłam pędzlem i tym "dziwnym pędzelkiem" stosowanym kiedyś przy pryskaniu quillingowych storczyków. Do tego kapnięcia kawą, gdzieniegdzie zrobiłam też kółka umoczonym spodem filiżanki- niby kierowca postawił kubek kawy ze stacji benzynowej na albumie. Ze śladami opon miałam kłopot- jak je zrobić jak nie mam czym. Z pomocą przyszli mi moi mali koledzy z zaprzyjaźnionej rodziny. Pożyczyli mi kółka do pojazdów z serii LEGO które mogłam zamoczyć w tuszu lub farbie i przejechać po kartach. Teksty napisane są na tablicach rejestracyjnych- mój pomysł na chmurki tematyczne. Wzór tablicy ściągnięty z sieci i obrobiony w gimpie- wydłużyłam, poprawiłam niektóre mankamenty, na dole dodałam loga znanych ciężarówek no i finalnie wypisywałam teksty. Może jest tego za dużo- nie robiłam takich prac do tej pory, albumów zresztą też więc ciężko powiedzieć czy zdjęcia przykleiłam w ciekawy sposób i jak bardzo przesadziłam ze wszystkim. Miał być brudny i jest a przyjaciółce bardzo się podoba więc i ja jestem zadowolona. Zagospodarowałam 4 karty a pustych zostało 5. Czemu tak? Otóż moja przyjaciółka ma aspiracje wybrać się na tegoroczny zlot a ja chciałam, by mogła dodać do albumu relacje z kolejnego zlotu. Będzie mogła to zrobić sama lub zlecić to mnie.
Co ciekawe na naszej małej imprezie urodzinowej dostrzegłam bilet i opaskę przyjaciółki z zeszłorocznego zlotu- miała wsadzić je sama do albumu po otrzymaniu go ale widząc je zaplanowałam rabunek. Gdy tylko nadarzyła się możliwość w pełnej konspiracji z inną koleżanką świsnęłam je o.O Dziewczyna dowiedziała się wczoraj gdy jej to powiedziałam i była w totalnym ale pozytywnym szoku :D Nie znaczy to, że trzeba się obawiać moich wizyt hahaha. Normalnie nie okradam znajomych. Wróć... obcych też nie hahaha.
Na dziś to koniec mojej pisaniny, trzeba się psychicznie przygotować i wyspać przed kolejnym tygodniem. Mam nadzieję że u Was wszystko dobrze i cieszycie się zdrowiem. Dziękuję za wspaniałe komentarze pod miśkiem astronautą- były dla mnie lekiem na stresy i smutki ;) Buziaki wielgachne, dobrego tygodnia :))
środa, 26 sierpnia 2015
Brzoskwinia po raz drugi
Witajcie moi kochani!
Właśnie popijam napar z lawendy i pomyślałam, że to ostatnia chwila spokoju kiedy mam czas podać Stefanii obiadek. Danusia dodała drugą żabę do naszej cyklicznej zabawy kolorami a ja widząc że przymiera głodem postanowiłam i jej coś posłać.
Nie miałam wiele okazji do oglądania ważek przez ostatni miesiąc więc gdy przyszło zrobić "jakieś coś" z brzoskwini wybór był wiadomy. Żaby w naturze czasem zjadają ważki a że Stefania jest na diecie myślę, że ta z brzoskwini ucieszy ją bardzo. Po całej operacji całe ręce mi się lepiły ale było fajnie.
Brzoskwinie lubię prócz jednego szczegółu- te okropne włoski na skórce... Zwykle ją usuwam. Niżej fotki moich prywatnych brzoskwinek spod domu.
Nawet nie chce mi się myśleć o jutrze kiedy to zaczyna się u mnie remont. Szkoda że nie da się zamknąć oczu i obudzić się już po" ehh. Kontakt blogowy będzie utrudniony (jedynie z telefonu) a czasu jeszcze mniej niż normalnie więc od razu proszę o wybaczenie, że nie dotrę do wszystkich. Nawet nie chce mi się pisać długiego posta... Dziękuję za miłe komentarze pod ramką i za Wasze wizyty. Do usłyszenia :)
środa, 29 lipca 2015
Zdjęć ciąg dalszy
To jak jesteście gotowi na spotkanie z przyrodą? :) Jak ktoś nie widział poprzedniej odsłony, odsyłam tutaj Ważki. To zaczynam.







