Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 maja 2017

żar w sercu

Hej ho!

Kolejny raz spotykamy się w comiesięcznym wyzwaniu jakie stawia nam Danusia. Tym razem przeniosła Nas tam gdzie nasze miejsce, do piekła hahahah. Części z Nas robota paliła się w rękach a inne czuły się wypalone ale jak zawsze powstały prace na których widok zapalają Nam się oczy :D Tym krótkim, zabawnym wstępem przechodzę do pracy która miała mieć w tym miesiącu ogniste kolory. 


Pomysł szybko wpadł mi do głowy i wykonałam go tak jak sobie umyśliłam. Zwłoka wynikała jedynie z oczekiwania na zamówione ogniste mgiełki. Moja praca to ogniste serce z rodzicami. Postawiłam na media bo je pokochałam i ostatnio lubię się nimi babrać. Ten chaos chyba był mi potrzebny po milimetrowych, dokładnych pracach quillingowych. Rozpisywać się nie będę bo czasu niestety brak. Moje serce wycięłam z bloku akwarelowego koh-i-noor, pokryłam gesso i nałożyłam maskę. Następnie popsikałam mgiełkami distress "fired break" i "fossilized amber" oraz pochlapałam trochę żółtą mgiełką DailyArt. Po wysuszeniu nałożyłam trochę tła stempelkiem tekstowym i zaczęłam ozdabiać papierami, metalowymi dodatkami, tekturką oraz szklanymi kaboszonami. Dodałam też taśmę filmową i naklejki słowa od Tima Holtza oraz zdjęcia rodziców. Na koniec trochę chlapnięć i gotowe. Nie wiem jak wiele błędów zrobiłam tworząc kompozycję bo się dopiero uczę techniki i to moja pierwsza praca tego typu ale jestem zadowolona. 







Ogniste barwy nie są moimi ulubionymi, o ile czerwony jeszcze ujdzie bo podoba mi się połączenie z czarnym o tyle żółty i pomarańczowy zdecydowanie odpadają (pomimo że też dobrze wyglądają z czarnym). Ubrań takowych nie posiadam a i w domu próżno szukać ognistych dodatków czy sprzętów.

W mojej pracy użyłam bardzo dużo przedmiotów kupionych w Retro Kraft Shopie dlatego mogę zgłosić ją do retro pracy maja

Robiona jest dla mamy więc pasuje do wyzwania w Craft Style 


Nie jest to kartka i z przeznaczeniem dla mamy więc i tu mogę zgłosić


Moja praca to serce dlatego zgłaszam je do wyzwania na blogu Three Wishes


Ufff sporo tego.

Dzięki za odwiedziny i ciepłe słowa. Najchętniej zostałabym z Wami ale nocka czeka. Buziaki :)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Recenzja fotoksiążki od Saal-digital

Hej hej.

Dziś pojawiam się z nietypowym postem. Mianowicie będzie to recenzja fotoksiążki, którą miałam okazję testować w ramach akcji firmy Saal- digital




Jak to się zaczęło.


Zapisałam się do programu około miesiąc temu. Trafiłam na tę akcję przypadkiem przez jedną z facebookowych grup "zdjęciowych" Po dwóch dniach od zgłoszenia zostałam przyjęta do testowania produktu. W ramach akcji po akceptacji regulaminu dostajemy kupon obniżający nasze zamówienie o 200zł. Gdy nasze zamówienie przekroczy wartość kuponu dopłacamy jedynie różnicę. W moim przypadku była to suma 29zł, gdyż dodałam sobię jedną kartę za 9zł oraz koszt dostawy kurierem z Niemiec- 20zł.  


Proces twórczy.


Do zaprojektowania naszej fotoksiążki dostajemy specjalną aplikację. Do wyboru mamy wiele opcji zarówno edycji zdjęć (kontrast, kadrowanie itp.) jak i wyboru odpowiednich ramek, rozkładu zdjęć na kartach czy tła "pod" zdjęciami. Sam wybór zdjęć odbywa się poprzez wybór plików z naszego dysku z ramki z boku i przeciągnięcie w docelowe pole w naszym projekcie.






Finalizacja zakupu i dostawa.


Gdy wszystkie zdjęcia wybraliśmy dodajemy nasz projekt do koszyka. Aplikacja podpowie nam czy zostały jakieś wolne pola na zdjęcia lub ramki na tekst (ja akurat nie użyłam żadnej ramki tekstowej i wyskoczyło mi sporo ostrzeżeń, by je wypełnić bądź usunąć). Dalej jak to w internetowych zakupach trzeba przebrnąć przez adresy, potwierdzenia aż do wyboru sposobu płatności. Mamy do wyboru płatność kartą kredytową lub PayPalem. Gdy wszystko załatwione następuje proces przesyłania projektu i zdjęć co zajmuje trochę czasu, proporcjonalnie do ilości zdjęć. Potem zostaje tylko czekać na produkt. Swoją fotoksiążkę zamówiłam wieczorem 31.03 a odebrałam ją 06.04. Biorąc pod uwagę czas na wyprodukowanie naszego zamówienia oraz dostawę z Niemiec jest to bardzo dobry czas. 



Odbiór i moja opinia.


Kurier złożył na moje ręce kartonową kopertę wysyłkową. Kryła w sobie album z moimi zdjęciami zapakowany w ochronne foliowe opakowanie oraz w dodatkową kopertę z pianki. Nie znalazłam żadnego uszkodzenia więc sposób dostawy oceniam bardzo dobrze.
Mój album po rozpakowaniu prezentował się rewelacyjnie i już przed oglądnięciem go miałam dobre odczucia. Przeglądanie go sprawiało mi wielką radość i tak jest do tej pory. 
Strony w albumie wybrałam błyszczące a okładkę z watowaniem- miękkie wypełnienie które nadaje albumowi bardziej elegancki wygląd i przyjemny odbiór w dotyku. Wykonane z grubego, specjalnego papieru fotograficznego karty są bardzo dobrze i dokładnie połączone ze sobą. Całość idealnie spasowana ze sobą, nic nie odstaje, nie ma krzywych krawędzi, wszystko wykonane profesjonalnie. Fotoksiążkę oglądałam ja (wiele razy) oraz kilka osób i nie zauważyłam by zaszkodziło to albumowi. Zdjęcia mają jakość jaką powinny- oglądałam je razem z komputerem i nie zauważyłam różnic w jakości a w kolorach minimalną, bardziej przez ustawienia ekranu niż z winy wykonawcy. Wszystko ostre i szczegółowe jak w komputerze co widać szczególnie na przykładzie głowy ważki- uchwyciłam na zdjęciu budowę oka ważki która została świetnie odwzorowana w albumie. 


Zdjęcia.

Mój projekt to misz-masz zdjęć z różnych kategorii. Mamy tu ważki, motyle, płazy/gady, rośliny owadożerne, ssaki oraz ptaki. Wybierałam zdjęcia przede wszystkim najlepsze ale są również takie które udały się średnio ale przedstawiają jakiś szczególny obiekt np Zimorodka czy Pazia królowej.

Okładka przód



Okładka tył


Widok z góry na karty, łączenie


Poszczególne karty wewnątrz
















Wnioski końcowe.


Zdjęcia niestety nie uchwyciły jakości tak jak powinny z racji paskudnej pogody podczas "sesji fotograficznej". Myślałam nawet nad ponownym ich wykonaniu ale albo czas nie dopisywał albo była równie brzydka pogoda jak wtedy. Zapewniam Was jednak, że jakość jest rewelacyjna i szczerze mogę polecić firmę Saal-digital każdemu kto planuje wykonać fotoksiążkę. Świetnie się sprawdzi jako album ze zdjęciami ślubnymi, album dziecka czy pamiątka z wyjątkowych wakacji. Jeśli przyjdzie taki moment, że i ja zaplanuję kolejną fotoksiążkę nie będę szukała innego dostawcy. Dziękuję firmie Saal-digital za możliwość testowania ich produktu; nowe, ciekawe doświadczenie oraz za wspaniałą pamiątkę.

niedziela, 31 stycznia 2016

Męski album dla przyjaciółki, taki paradoks.

Cześć, siema!


Zupełnie nieoczekiwanie wpadam szybciej niż zamierzałam i w dodatku nie z tą pracą która miała być planowo następna do pokazania. Zmiana ta była podyktowana faktem, że Kasia- przyjaciółka pochwaliła się nim na facebooku więc i ja opublikuję go już teraz. Album jest prezentem urodzinowym. Miałyśmy nasze małe spotkanko dwa tygodnie temu lecz wtedy nie był gotowy. W dniu urodzin trwał u mnie ciężki tydzień a z kolei w weekend Ona nie mogła się spotkać dlatego dostała go dopiero wczoraj. Ostatnie prace wykończeniowe były robione przed spotkaniem więc wszystko robiłam w sporym pośpiechu i lekkim stresie (jak to ja, zawsze na ostatnią chwilę- kiedyś mnie to zgubi...)




Album poświęcony został imprezie masowej o nazwie Master Truck której tematyką są ciężarówki. Moja przyjaciółka jest ich fanką- zresztą jak może część pamięta robiłam dla Niej już ramkę ciężarową. Na owej imprezie byłyśmy razem w zeszłe lato. Zrobiłam tam masę zdjęć i teraz nadszedł czas na ich wykorzystanie. Miałam różne pomysły ale w końcu padło na album. Okazją okazała się promocja w Eco-deco gdzie zakupiłam bazy do albumów, tekturki (w tym ciężarówkę) oraz pudełka do decoupage. Wymyśliłam sobie, że na okładce zrobię banner z nazwą imprezy- grafika ściągnięta ze strony imprezy. Ozdób miało być mało, zdecydowałam się tylko na tekturkę-ciężarówkę. Ozdobiłam ją serwetką od Ani, dodałam kontury oraz pomalowałam koła a następnie pokryłam lakierem. Okładki zdobi papier z galerii Rae- Wiek Pary. Był to najodpowiedniejszy moim zdaniem papier z całych moich zbiorów- najczęściej są to papiery kolorowe, ślubne, dla dzieci itp. Papierów dobrych do zrobienia czegoś w bardziej męskim stylu jak na lekarstwo o co mogę mieć pretensję tylko do siebie. Zawsze decyduje się na takie z którymi często pracuję pomijając te które mogłyby się przydać ale jeszcze się nie zdarzyło by były potrzebne- no i masz potem babo placek są później potrzebne a ja ich nie mam :D Środek okładek zdobi inny arkusz tej samej kolekcji- zrobiłam na nich kieszonki z przeznaczeniem na bilety i opaski (liczba mnoga zaraz zostanie wyjaśniona). Na karty początkowo nie miałam pomysłu- jak ozdobić album ciężarówkowy bez papierów ozdobnych?! Nie chciałam miluśkiego albumiku na słodkie zdjęcia tylko albumu na fotki ciężarówek z którymi kojarzy mi się kurz, błoto, smar, wycieki płynów, ślady opon itp. Wtedy mnie olśniło- pryskanie i chlapanie. Tylko czym skoro nie mam specjalnych mediów typowych do takich prac. Stanęło na czarnej farbie akrylowej, mocnej kawie rozpuszczalnej oraz tuszu brzegowym na brzegi kart i okładek. Chlapnięcia i rozbryzgi zrobiłam pędzlem i tym "dziwnym pędzelkiem" stosowanym kiedyś przy pryskaniu quillingowych storczyków. Do tego kapnięcia kawą, gdzieniegdzie zrobiłam też kółka umoczonym spodem filiżanki- niby kierowca postawił kubek kawy ze stacji benzynowej na albumie. Ze śladami opon miałam kłopot- jak je zrobić jak nie mam czym. Z pomocą przyszli mi moi mali koledzy z zaprzyjaźnionej rodziny. Pożyczyli mi kółka do pojazdów z serii LEGO które mogłam zamoczyć w tuszu lub farbie i przejechać po kartach. Teksty napisane są na tablicach rejestracyjnych- mój pomysł na chmurki tematyczne. Wzór tablicy ściągnięty z sieci i obrobiony w gimpie- wydłużyłam, poprawiłam niektóre mankamenty, na dole dodałam loga znanych ciężarówek no i finalnie wypisywałam teksty. Może jest tego za dużo- nie robiłam takich prac do tej pory, albumów zresztą też więc ciężko powiedzieć czy zdjęcia przykleiłam w ciekawy sposób i jak bardzo przesadziłam ze wszystkim. Miał być brudny i jest a przyjaciółce bardzo się podoba więc i ja jestem zadowolona. Zagospodarowałam 4 karty a pustych zostało 5. Czemu tak? Otóż moja przyjaciółka ma aspiracje wybrać się na tegoroczny zlot a ja chciałam, by mogła dodać do albumu relacje z kolejnego zlotu. Będzie mogła to zrobić sama lub zlecić to mnie.







Co ciekawe na naszej małej imprezie urodzinowej dostrzegłam bilet i opaskę przyjaciółki z zeszłorocznego zlotu- miała wsadzić je sama do albumu po otrzymaniu go ale widząc je zaplanowałam rabunek. Gdy tylko nadarzyła się możliwość w pełnej konspiracji z inną koleżanką świsnęłam je o.O Dziewczyna dowiedziała się wczoraj gdy jej to powiedziałam i była w totalnym ale pozytywnym szoku :D Nie znaczy to, że trzeba się obawiać moich wizyt hahaha. Normalnie nie okradam znajomych. Wróć... obcych też nie hahaha.


Na dziś to koniec mojej pisaniny, trzeba się psychicznie przygotować i wyspać przed kolejnym tygodniem. Mam nadzieję że u Was wszystko dobrze i cieszycie się zdrowiem. Dziękuję za wspaniałe komentarze pod miśkiem astronautą- były dla mnie lekiem na stresy i smutki ;) Buziaki wielgachne, dobrego tygodnia :))

środa, 26 sierpnia 2015

Brzoskwinia po raz drugi

Witajcie moi kochani!


Właśnie popijam napar z lawendy i pomyślałam, że to ostatnia chwila spokoju kiedy mam czas podać Stefanii obiadek. Danusia dodała drugą żabę do naszej cyklicznej zabawy kolorami a ja widząc że przymiera głodem postanowiłam i jej coś posłać.



Nie miałam wiele okazji do oglądania ważek przez ostatni miesiąc więc gdy przyszło zrobić "jakieś coś" z brzoskwini wybór był wiadomy. Żaby w naturze czasem zjadają ważki a że Stefania jest na diecie myślę, że ta z brzoskwini ucieszy ją bardzo. Po całej operacji całe ręce mi się lepiły ale było fajnie.





Brzoskwinie lubię prócz jednego szczegółu- te okropne włoski na skórce... Zwykle ją usuwam. Niżej fotki moich prywatnych brzoskwinek spod domu.





Nawet nie chce mi się myśleć o jutrze kiedy to zaczyna się u mnie remont. Szkoda że nie da się zamknąć oczu i obudzić się już po" ehh. Kontakt blogowy będzie utrudniony (jedynie z telefonu) a czasu jeszcze mniej niż normalnie więc od razu proszę o wybaczenie, że nie dotrę do wszystkich. Nawet nie chce mi się pisać długiego posta... Dziękuję za miłe komentarze pod ramką i za Wasze wizyty. Do usłyszenia :)

środa, 29 lipca 2015

Zdjęć ciąg dalszy

Witajcie kochani!

W dalszym ciągu mam problemy z netem dlatego zdecydowałam się odwiedzić kafejkę internetową by ze spokojem na dobrym necie wgrać fotki bo jest ich sporo. Dziś mało czytania ale dużo oglądania. Ale najpierw odpowiedź na pytanie z posta ważkowego. Moja praca czy wykształcenie nie ma nic wspólnego z przyrodą, ważkami czy fotografią. To po prostu moja pasja.


To jak jesteście gotowi na spotkanie z przyrodą? :) Jak ktoś nie widział poprzedniej odsłony, odsyłam tutaj Ważki. To zaczynam.


Na początek sarenki, trawojady jak ja je nazywam :) Dwa pierwsze z jednej wyprawy, trzy pozostałe to inna historia. Wspaniałe przeżycie, miałam malucha na wyciąnięcie ręki- może 1,5 metra ode mnie (ostatnie foto). Matka się wystraszyła i uciekła w zboże gdzie czekała aż sobie pójdę lub młode dołączy. 3 zdjęcia i dałam małemu spokój. Dzikich młodych nie można brać na ręce czy głaskać, czeka na matkę więc lepiej dać im spokój chyba że ma się absolutną pewność że matka nie wróci bo np. nie żyję.






Ptaszorki. W większości nie znam ich nazw. Zdjęcia lepsze i gorsze bo nie zawsze robione w dobrym świetle np. pod wieczór.


 Wróble, jeden chciał nawet zjeść płot hahaha :)



Pyszny drucik, niem niem hahah :)

 Dzwoniec.


 Kaczki krzyżówki: samce oraz samica z młodymi.



 Gołębie na dachu sąsiadów.




Pliszki żółte, chyba para.


Pliszka siwa.

Sieweczka rzeczna.


Mewa śmieszka.


Dzierzba ale nie wiem która.


Kwiczoł.


Zebranie jaskółek.


Szczygieł, dwa osobniki.





Maluszki. Znalezione w gęstwinie drzewek. Siedziały sobie na małej wiśni między dwoma tujami (ja oczywiście musiałam dostać się przez te tuje a jeszcze płot mnie ograniczał) Było ciężko ale warto, czyż nie są urocze? :)



Samiec bażanta, ostro spierniczał jak mnie zobaczył. Nie dało się dziada lepiej podejść...


Łabędzie: dorosłe i młode z różnych wypraw.








Czapla siwa.



Bocian. Skubany... człowiek źle głowę przekręci i kark cały boli a ten zgiął szyję i jeszcze klekotał haha.




 Trznadel. (dzięki DmK)


 Drozd, dwa osobniki (dzięki DmK)



 Inne:














Miało ważek nie być ale ta sama przyleciała do mnie, chyba tęsknią za mną tak samo jak ja za nimi :)
To samica Pióronoga zwykłego.


Trzmiel często niesłusznie nazywany bąkiem.


Czerwończyk uroczek, niestety nie chciał rozłożyć skrzydeł...


Szukając nazwy do kolejnego motyla czy też raczej ćmy znalazłam taki śmiechowy obrazek :) Później znajomy z fb oznaczył jako Walgina rdestnik.




Osadnik megera, przyleciał do mnie do domu. Piękny motyl którego pierwszy raz zobaczyłam.



Czerwończyk nieparek.


Karłątek kniejnik.


Nymphula nitidulata, polska nazwa nieznana mi.


Rusałka pokrzywnik, dwa różne.


Rusałka osetnik.

Przestrojnik trawnik, ciężko gada sfotografować z rozłożonymi skrzydłami...




Rusałka kratkowiec w letnim ubarwieniu.


Piórolotek pięciopiór, anioł wśród motyli (nie tylko z wyglądu, trzeba też mieć anielską cierpliwość bo diabelstwo ciężko ładnie sfotografować).



Inne robale:

Gąsienica.


Konik polny.


Żabcie: kijanka oraz dorosłe osobniki różnych gatunków.





Młoda jaszczurka zwinka. Po złapaniu chcąc zrobić zdjęcie rozwarłam dłoń a jaszczur myk myk i wylądował na moich plecach. Zastanawiałam się gdzie polazł i co teraz ale okazało się że siedzi na łopatce i dał się złapać ponownie hahaha :)




Jakiś polny gryzoń, myszka czy coś podobnego. Siedziało to to w trawie i popiskiwało i tak je znalazłam ale zwierzaczek miał do mnie cierpliwość tylko na jedno zdjęcie.


Rybki, znalezione w rzece. Ganiałam je bo co podeszłam to ławica uciekała, to zdjęcie okazało się najlepsze.


Barszcz Sosnowskiego. "Prezent" od tych zza Kaukazu... Niebezpieczna roślina o której ostatnio wiele mówiono.


Łączeń baldaszkowaty, wodna roślina.


Widok na zachodzące słońce oraz paralotniarza. Mam też bliższe zdjęcia ale dodam je niebawem razem z innymi środkami transportu np. pięknymi ciężarówkami z Master truck'a.


Post jak widać długi jak Amazonka. Miał zostać opublikowany wczoraj ale się nie wyrobiłam w czasie. Dziś musiałam iść dokończyć. Jeśli zdziwiła Was moja obecność na Waszych blogach o godzinie 4 czy 5 spieszę z wyjaśnieniami. Często bywam na blogach późno odejmując sobie trochę od snu lub przez bezsenną noc. Dziś korzystając z dnia wolnego pracowałam nad czymś nowym dłużej bo do 3 a później nie było sensu iść spać bo z samego rana miał przyjechać pan do dekodera. Musiałam pilnować by nie przegapić go (wskazówki dojścia do nas nie były proste) no i posprzątać mój "warsztat" sprzed telewizora i resztę bałaganu... Od jakiegoś czasu były problemy z kanałami a przy pierwszej wichurze było tylko gorzej. Dacie wiarę, że człowiek płacił za kanały a połowy nie mógł oglądać bo głupia antena nie odbierała sygnału jak trzeba... Pan trochę posiedział ale naprawił i przy okazji zajrzał do telewizora i usunął paski będące na górze- niby nic ale wkurzało... W tym domu wiecznie coś się psuję... Tak więc nie martwcie się czy ze mną jest coś nie tak, nie jestem wampirem hahaha :) Za to pod wieczór będę jak zombie :P

Dziękuję kochani za Wasze wizyty i ciepłe słowa. Buziaki :))