Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papierowa wiklina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papierowa wiklina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2014

Coś z papierowej wikliny i z życia wzięte

Cześć kochani. Po pierwsze muszę Wam podziękować za wspaniałe słowa o moich lodach, czytałam je z uśmiechem i radością, dziękuję kochani :)

Dziś mieszanka różności, bo element robótkowy to trochę mało na jedyny temat posta.

Teoretycznie nie miałam publikować tej próby zrobienia hmm trudno nazwać czego... Wygląda jak taca haha. Potrzebowałam "pojemnika" na szpargały w przydasiowej szafce. Dotychczas były w pokrywce od pudełka z ryzami papieru. Wzięłam to pudełko kiedyś z pracy ze względu na tę pokrywkę właśnie i pojemność. Nic innego nie mogłam znaleźć, co tak fajnie by pasowało w szafce. Wycięłam więc dwa kawałki kartonu o wielkości A4, dokleiłam do jednej rurki i na to nakleiłam drugi arkusz. Zostawiłam na kilka godzin pod obciążeniem i wyplotłam takie coś. Rurki z brzegów gazetek-reklamówek, niczym nie barwione, gdzieniegdzie widać kolory ale mniejsza z tym. Nic specjalnego, rogi to tragedia, wykończenie tragedia ale spełnia swoje zadanie. To moja 4 próba w papierowej wiklinie. Następną próbą będzie pudełko kwadratowe i mniejsze. Zrobię je pod warunkiem, że znajdę coś dobrego na formę bo to "coś" robiłam bez niczego (stąd krzywe rogi i ścianki haha). Zmienię też rozstaw rurek osnowy- teraz zrobiłam za szerokie odstępy. Wszelkie sugestie i wskazania błędów wskazane- przydatne przy nauce a ja na początku przygody z PW.

Będąc w biedronie znalazłam dziurkacze ozdobne. Kupiłam dwa komplety, miałam trochę gotówki do wydania na przydasie i akcesoria więc skorzystałam z okazji. Szkoda, że nie zrobili zestawu z samymi brzegowymi, bo te małe średnio mi się podobają.

Kupiłam też w budowlanym białą farbę akrylową, bo stara jest kijowa i nowy nożyk. Dacie wiarę, że w budowlanym zapłaciłam 1.5zł a u mnie w "namiastce" budowlanego kosztuje 3.5zł?... Nie żebym go tam szukała specjalnie, były przy kasie więc wzięłam. Do tego w Tesco znalazłam metalową linijkę 30cm, uwierzycie że w księgarni mieli tylko plastikowe a to czego szukałam znalazłam w supermarkecie? Dotychczas używałam plastikowej ale nie była wygodna- często się odkształcała przez co paski wychodziły niekiedy krzywo, co jakiś czas musiałam papierem ściernym prostować to co "zestrugałam" nożykiem, by była prosta a do tego kilka razy byłam bliska zrobienia sobie krzywdy, gdy ostrze "wjechało" na linijkę (widać to na zielonej linijce np między 11 a 16 centymetrem, przy tej najdłuższej skaleczyłam się nawet)

Dziś dostałam darmowy egzemplarz magazynu "Twórcze Inspiracje" od Coricamo. Zapisałam się w tamtejszym konkursie w celu promowania bloga. Za podanie adresu proponowali możliwość dostania materiałów promocyjnych. Gazetka ciekawa, jest tam garść inspiracji z kursami/wzorami. Mnie zainteresowały przede wszystkim strony o quillingu, zarówno z papieru jak i osikowych pasków. Bardzo ciekawe pomysły na biżuterię i ozdoby. Dodatkowo można przeczytać o hafcie koralikowym na krośnie, hafcie krzyżykowym i krzyżykowym dwustronnym, hafcie na kartkach, robótkach na drutach i szyciu. Między artykułami trochę informacji i reklam produktów oferowanych przez sklep. Myślę, że to fajny sposób reklamowania produktów a do tego można zainteresować się innymi techniki. Dziękuję za magazyn sponsorowi czyli Coricamo.pl

Będąc na tych zakupach trochę się rozerwałam ale już pod koniec była masakra. Dopadł mnie ból głowy a po powrocie nudności. Tabletka i dobranoc. Po co to piszę, bo pewnie znowu zarwę nockę i nadrobię u Was zaległości. Domyślam się, że moje nocne wizyty na Waszych blogach trochę Was zastanawiają lub przerażają. Taa normalne to to nie jest ale czasem tak mam, szczególnie dlatego, że najlepiej pracuje mi się w nocy...

Zapewne przeczytacie ten post rano/w dzień zatem życzę Wam kochani miłego dnia. Częściowo odwiedziłam Wasze blogi, nowsze posty w dzień lub w nocy. Czas na mnie. Ściskam gorąco :))

piątek, 25 lipca 2014

Storczyk phalaenopsis techniką quilling

Witam Was kochani. Dziś u mnie paskudny dzień, choć wczoraj to dopiero była masakra- deszcz za deszczem a w przerwach deszcz, tak przez cały dzień. Niby potrzebny i wyczekiwany ale dlaczego zawsze pogoda popada ze skrajności w skrajność...

Tematem dzisiejszego posta jest storczyk phalaenopsis, który zrobiłam metodą quilling.

Początkowo miałam go zrobić większego i we fiolecie. Dlaczego zmieniłam koncepcje? Zrobiłam mniejszego, bo byłam pewna, że z większym nie zdążę przed ostatecznym terminem "składania" prac a barwę zmieniłam na różowy, bo róż jest lipcowym kolorem w zabawie "Cykliczne kolorki u Danutki". Szczegóły znajdziecie TUTAJ.  Zapraszam do Danutki, bo robi wspaniałe prace, nie wierzcie na słowo tyko sami sprawdźcie. Do zabawy można zapisać się w każdym momencie, więc nic straconego jeśli jeszcze nie bierzecie udziału a chcielibyście.

Na początek może napiszę kilka słów o kolorze przewodnim. Różowy nie jest moim ulubionym kolorem, można powiedzieć nigdzie. Jeśli chodzi o ubrania i dodatki jest wykluczony. Kiedyś za czasów szkolnych, czyli jakieś 10 lat temu zdarzało mi się mieć jakiś ciuch w szafie w tym kolorze ale były to pojedyncze przypadki. Za dzieciaka też go nie lubiłam, bo był "babski" a ja skakałam po drzewach, ganiałam po krzakach jak chłopczyca. Swoją drogą strasznie irytował mnie wtedy fakt, że mama czasem pakowała mnie w kiecki... Aktualnie ubieram się głównie w ciemne kolory, domieszki ciemnych z jasnymi i dla różu nie ma miejsca w mojej szafie.

Jeśli idzie o wystrój wnętrza toleruję różowy w niewielkich ilosciach i jeśli już to w pasteli.

Jedynym miejscem gdzie jako tako nie mam nic do jego obecności jest ogród, kwiaty, natura jednym słowem.

Często widząc Wasze prace w różu komentuje je pozytywnie, nie znaczy to, że jestem nieszczera i teraz wyszło szydło z worka haha- czasem skupiam się po prostu na pracy pomijając kolor a czasem serio podoba mi się w nich różowy akcent. No ale przejdźmy do konkretów czyli mojej pracy.

Kilka słów o pracy, jak powstała:

Kwiaty storczyka robione quillingiem widziałam u Ilonki i na rosyjskiej stronie stranamasterov. Oba pomysły bardzo dobre ale postanowiłam, że zamiast korzystać ze znanych sposobów, zrobię po swojemu podpatrując prawdziwe kwiaty storczyka i może uda mi się wzbogacić internet o kolejny sposób. Miałam zamiar zrobić to w tym poście ale byłoby tego za dużo (i tak już jest :p) Tak więc tutorial na dniach w osobnym poście.

W wyzwaniu siódemkowym Danutka prosiła o kilka zdjęć "w trakcie pracy". Pomyślałam, że był to dobry pomysł i postanowiłam, że tu też nie zaszkodzi fotorelacja z tworzenia.

Z drutu uformowałam szkielet dwóch pędów kwiatowych a następnie z pociętych kawałków takiego samego drutu zrobiłam łodyżki kwiatów. Są przyklejone do szkieletu taśmą. Taśmę trochę opaliłam, żeby się skurczyła a następnie zaczęłam obkręcać całość zielonymi paskami papieru. Oczywiście żeby się trzymały drutu smarowałam je klejem. Całość zostawiłam by wyschło. Następnie gotowe pędy zasmarowałam jeszcze raz klejem, milimetr po milimetrze i zostawiłam na noc by wyschło porządnie.

W tym samym czasie robiłam kwiatki. Robi się je długo i początkowo nie było to przyjemne ale po nabyciu wprawy szło mi już całkiem dobrze i sprawnie. Używałam pociętych przeze mnie pasków o szerokości 1mm. Niżej etapy powstawania kwiatka, tutorial niebawem.

Po skończeniu kwiatki i pączki dokleiłam do pędów i zostawiłam by się dobrze przykleiły. W tym czasie rozrobiłam trochę gipsu i nakładłam go do nakrętki po płynie do płukania. Długopisem zrobiłam dziurę na pędy i liście.

Po wyschnięciu przymierzyłam czy dobrze pasuje a następnie pociapałam farbami by złoty korek był bardziej zamaskowny.
Gdy farba schła zrobiłam liście. Są to połączone oczka- jeden z podstawowych kształtów w quillingu. Robiłam je na folii, którą smarowałam klejem i na to
kładłam elementy, łącząc je do siebie i do folii. Potem folię zerwałam. Spodnia strona liścia dzięki temu jest mocna i mogłam go trochę uwypuklić.

Na koniec zrobiłam na szybko kilka rurek z gazetek-ulotek i pogięłam je w dłoniach by nadać im szalone kształty, jakie przyjmują korzenie oddechowe storczyków. Do "szklanki" po świeczce wsadziłam storczyka przyklejonego do nakrętki i obłożyłam wolne przestrzenie pogiętymi rurkami. Na wierzch dodałam kilka kawałów kory, wbiłam patyk do szaszłyków i spięłam pędy jakąś spinką.

Reszta zdjęć. Ich jakość jest jaka jest, bo dzień ponury i robiłam przy sztucznym świetle. Nawet nie pytajcie jakie dziwne konstrukcje budowałam, by zrobić fajne zdjęcia w miejscu, gdzie miałam jako takie oświetlenie- powiem tyle, dziwne :)

Dzięki kochane za uwagę i miłe słowa, są dla mnie motywacją do dalszej pracy:) Znowu wyszedł mi długaśny post, zastanawiam się jak szybko uciekniecie przez te moje wypociny... Punkt 6 postaram się wypełnić jak najszybciej. Pomyślałam, że dodam artystki- kolorystyki do obserwowanych, by na bieżąco być z Waszymi blogami. Zaraz się okaże czy doda mi bloga do tematu Danutki ta dziadowska żabka, bo mobilnie działa dość kapryśnie. Danutko kochana, jakby co dodam w później z pc. Pora na mnie więc zanim pójdę, życzę Wam jeszcze miłego dzionka. Buziaki :*

środa, 16 lipca 2014

"Pokręcony" świecznik ozdobiony quillingowymi różami

Witajcie kochanieńkie :)

Ostatnie noce były dla mnie pracowite, dlaczego?, tego dowiecie się niebawem :) Tymczasem chciałabym przedstawić świecznik, który czekał na skończenie kilka tygodni... Skąd pomysł na niego? a podkradłam go Danutce hłe hłe, link do niego <klik>

Zmieniłam jednak to i owo. Umyśliłam sobie, że będzie na trzy świeczki więc wzmocniłam go bardziej. Środek stanowi gruby drut ukształtowany w szkielet, drut oklejony został kartonem, karton owinięty taśmą papierową, do taśmy przyklejone rurki z gazet i na koniec grubo posmarowane vikolem. Dolna warstwa to dwa kartonowe krążki między którymi są dwie warstwy połamanych płytek ceramicznych- dla ciężkości bo najwyższa hmm "odnoga" świecznika jest wygięta do tyłu i przeważała świecznik bez tej warstwy.  Do pełnej twardości musiało minąć kilka dni i koniec końców stał 2 miesiące nieskończony haha. Drugim powodem był brak czarnej farby i zawsze jakoś zapomniałam by ją kupić... W końcu został pomalowany i pozłocony i powstał dylemat co dalej. Wiele pomysłów kłębiło mi się w głowie a każdy dobry. Wybrałam jednak róże. Myślałam nad pnącą różą ale wykonanie było dosyć problematyczne. Poukładałam więc główki kwiatów na podstawie a szczeliny i boki okleiłam listkami- wszystko wykonane quillingiem. Róże robiło się strasznie długo i niewygodnie przez cienkie paseczki i choć robiąc pierwszą klęłam na te swoje pomysły widząc rezultat zmieniłam zdanie. Jestem z nich zadowolona tym bardziej, że pomysł na nie wzięłam z głowy a nie z internetu.

Ogólnie z całości też jestem zadowolona, choć ta najwyższa odnoga mogłaby być trochę lepiej wygięta. No ale dopiero patrząc na niego po wyschnięciu zaczęło mnie to uwierać i było za późno na zmiany. Dziękuję Danutce za tutka, to był znakomity pomysł i cieszę się że taki sobie zrobiłam.

Teraz zdjęcia, niestety przypomniało mi się o nich po zachodzie słońca więc nie wyszły za dobrze. W końcu wykonałam je przy sztucznym świetle... Zresztą sama obecność złotej farby utrudniał zrobienie zdjęcia które dobrze oddaje wygląd rzeczywisty.

Zdjęcia w różnych miejscach mieszkania, nigdzie nie było wystarczająco dobrze by stanąć i zrobić kilka porządnych zdjęć...

Róże z bliska

Dziękuję kochani, że poświęcacie mi swój czas i wspieracie dobrym słowem- to bardzo motywuje i cieszy. Wkrótce nadrobię zaległości i u Was, robię to trochę na raty ostatnio... Pora na mnie, wczoraj długo grzebałam a rano miałam niemiłą pobudkę i padam na twarz. Niestety doba nie chce się wydłużyć :/ Pozdrawiam wszystkich gorąco i życzę miłego dnia.